Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Malezja i Indonezja > MALEZJA, INDONEZJA


ArturG ArturG Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie MALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / dzioborożecTe dwa kraje położone są obok siebie, ale mimo to znacznie się różnią. Malezja to państwo zupełnie dobrze rozwinięte, można rzec cywilizowane niemalże na sposób europejski. Indonezja (byłem tylko na Sumatrze) jest zdecydowanie biedniejsza, brudniejsza, ale przez to i bardziej egzotyczna.

Te dwa kraje położone są obok siebie, ale mimo to znacznie się różnią. Malezja to państwo zupełnie dobrze rozwinięte, można rzec cywilizowane niemalże na sposób europejski. Indonezja (byłem tylko na Sumatrze) jest zdecydowanie biedniejsza, brudniejsza, ale przez to i bardziej egzotyczna.
Wrzesień to odpowiedni okres do odwiedzenia tych krajów. Oba leżą w okolicy równika więc temperatura w ciągu całego roku jest zbliżona, w sam raz na koszulkę z krótkim rękawem, w nocy również. Regularny monsun przychodzi w listopadzie, co jednak nie oznacza, że we wrześniu bywa zupełnie sucho; w Malezji około 17-18 przychodziła regularnie zlewa, ale na Sumatrze podczas tygodniowego pobytu padało tylko raz – w nocy. Ponieważ zmrok zapadał około 19 to taki późnopołudniowy deszcz zanadto nie krzyżował planów zwiedzania przyrodniczych atrakcji tych krajów. Pogoda więc dopisała.
Do Kuala Lumpur leciałem przez Dubaj (2900 zł). Z lotniska do centrum miasta można łatwo dostać się autobusem lub pociągiem, a tam jest dużo hoteli o różnym standardzie. Wybieraliśmy zupełnie przyzwoite w cenie około 100 zł/dwójkę. Jedzenie w przeróżnych restauracjach także nie było drogie, wystarczyło 10 zł, natomiast piwo to już spory koszt (kilkanaście złotych).
Pierwszym celem był równikowy las deszczowy w Parku Narodowym Taman Negara. Dostaliśmy się tam z postojem na nocleg w miejscowości Jerantut. Ceny tu mniejsze niż w stolicy – nocleg 55 zł/dwójkę, a po dachach biegały langury, najładniejsze małpy spośród 6 gatunków, które widzieliśmy podczas całego wyjazdu. W miejscowości jest biuro, które „załatwia” bilety do Parku wraz z dojazdem do niego. Sam bilet jest bardzo tani, ale dochodzi do niego obligatoryjna opłata za fotografowanie. Najpierw kilka km nad rzekę jechaliśmy busem, a później łodzią - 60 km przez las. Nad głowami latały dzioborożce, a na drzewach skakały małpy – w zasadzie to nasze pierwsze spotkanie z lasem deszczowym. Przybiliśmy do pływającego biura-restauracji w miejscowości Kuala Tahan, i tu zadomowiliśmy się w polecanym w przewodniku Yellow Guesthouse. Na pierwszy nocleg upakowaliśmy się we czworo w pokoju za 80 zł. Drugi nocleg też tak wyglądał, choć plany były inne, ale okazał się, że w lepiej wyglądającej dwójce są pluskwy, więc o 2-iej w nocy znajomi zameldowali się znów w naszym pokoju. Zdaje się, że obecność owadów nie była nowością dla właściciela bo sam zaproponował aby nie płacić za ten drugi, „lepszy” pokój. Park Taman Negara to las deszczowy z całym zestawem zwierząt, w tym tygrysami, słoniami, tapirami, itd. Ale zobaczyć je nie jest prosto. Natomiast można „złapać” pijawkę nadrzewną, co udało się jednej osobie. Generalnie jednak spodziewałem się większej liczby owadów, a szczególnie komarów. W Parku poprowadzone są kilkukilometrowe kładki więc chodzi się bardzo wygodnie. Jest także inna atrakcja, mianowicie wiszące pomosty (tzw. Canopy Walk), rozpięte pomiędzy ogromnymi drzewami na wysokości około 20 m. Ciekawe doświadczenie, choć trzeba pamiętać, że osoby mające silny lęk wysokości mogą darować sobie oglądanie Parku z tej perspektywy. Opodal tej miejscowości są także wioski plemienia Bateków. Przybyli oni w te okolice prawdopodobnie z Papui. Mają zdecydowanie ciemniejszą skórę niż inni Malezyjczycy i krótkie kręcone włosy. Wioska jest nieco na pokaz dla turystów, ale na pewno nie w takim sensie jakie można np. zobaczyć w Tunezji. Ogląda się proces rozpalania ognia przy pomocy drewna i sznurka, a także wyrabianie strzałek do dmuchawek. Na koniec można kupić dmuchawkę w wersji dla turystów, czyli krótką, co rzecz jasna zrobiłem (zdaje się, że pozostała fascynacja Indianami z lat dziecinnych). Dmuchawka jak najbardziej działa, a że jest wyrabiana przez miejscowych, to tym bardziej uważam, że za 30 zł nabyłem ciekawą rzecz.
Z Parku łatwo można dostać się do Cameron Highlands, tj. urokliwego miejsca o mniej wilgotnym i chłodniejszym klimacie, gdzie uprawiana jest herbata. Wylądowaliśmy dokładnie w miejscowości Tanah Rata, która jest bazą wypadową w okolice. Miejscowość przyjemna z dobrymi indyjskimi restauracjami, no i możliwością skosztowania duriana. Moje odczucia co do tego owocu można streścić „nie pachnie tak przykro i nie smakuje tak znakomicie jak opisują to inni …”. Tu wykupiliśmy wycieczkę (60 zł), która okazała się bardzo ciekawa. Plantacje herbaty wyglądały niezwykle malowniczo, a rosnący w okolicy las równikowy był zupełnie inny w porównaniu do tego z poprzedniego miejsca. Nie było tu ogromnych drzew, wprost przeciwnie przeważały takie do kilkunastu metrów, ale pokryte niezliczoną ilością mchów i paproci, a wiek tego lasu szacuje się na 200 mln lat, czyli znacznie więcej od 130 mln lasu w Taman Negara, czy 70 mln Puszczy Amazońskiej. Wróciliśmy do stolicy (200 km za 35 zł luksusowym autobusem). W Kula Lumpur spędziliśmy tylko jedną noc, bowiem rankiem wylecieliśmy do Medan na Sumatrze. Po 40 minutach lotu byliśmy w Indonezji. Już z okna busa można przekonać się, że Indonezja to dużo uboższy kraj, także znacznie brudniejszy. Mijane po drodze restauracyjki robiły przygnębiające wrażenie, choć jestem raczej osobą o dużej tolerancji na tego typu widoki. Końcowy przystanek był przy bazarze – widoki takie, że miałem poważne obawy o znalezienie jakiejkolwiek knajpki, w której można zaryzykować złożenie zamówienia. Jednak za bazarkiem trafiliśmy do rozległego ośrodka turystycznego przy wejściu do Parku. Tu warunki wyglądały znacznie lepiej. Do tego Parku można wejść tylko z przewodnikiem, a podobno podczas kilkudniowej eskapady zdarza się zobaczyć tygrysy, słonie, nosorożce, no i różne gatunki małp. Co do przewodników, to nie ma żadnego kłopotu. Już w busie przysiadł się do nas gość – przewodnik. Wydawał się godny zaufania więc wynajęliśmy go na cały następny dzień. Za wycieczkę płaci się około 110 zł. W tej cenie jest przewodnik (wraz z pomocnikiem) oraz lunch w lesie. Nasz przewodnik okazał się być dobrym znawcą tutejszej przyrody. Rozpoznawał nawet niektóre ptaki po głosie, co mogliśmy zweryfikować posiadając książkę o ptakach tej części Azji. Miał też niesamowitą zdolność wypatrywania zwierząt, których sami nie mogliśmy dostrzec. Nie chodzi tylko o ptaki, ale i o ssaki oraz gady. Wszyscy jesteśmy biologami – przyrodnikami z długim stażem, ale dostrzeżenie czegokolwiek w gęstym lesie równikowym to zupełnie inna bajka niż gdzieś w Europie. Największe wrażenie wywarły na nas orangutany, a jeden (samiec o imieniu Sam) napędził nam stracha, bo trzeba było przed nim uciekać dobre kilkadziesiąt metrów. W miejscu tym żyje także orangutan o imieniu Mina. Według naszego przewodnika małpa była wychowywana i bita przez ludzi, co przełożyło się na jej psychikę. Teraz żyje na wolności i odreagowuje przykre dzieciństwo. W tym dniu pogryzła innego przewodnika, a wciągu kilku ostatnich dni 4 inne osoby. Podobno na koncie ma pogryzienie 90 osób (można znaleźć w Internecie potwierdzenie tych informacji w innych relacjach). Dobrze, że nie natrafiliśmy na nią bo bardzo możliwe, że lista pogryzionych byłaby jeszcze dłuższa. Orangutany jest łatwo spotkać, gdyż są dokarmiane owocami (pozostałymi po lunchu dla turystów) przez przewodników i przesiadują blisko ścieżek uczęszczanych przez ludzi. W tym Parku są to mniej lub bardziej wydeptane gruntowe ścieżki, więc zupełnie inne w porównaniu z kładkami w Taman Negara. Przez 8 godzin pobytu w lesie można się nieźle namęczyć. Organizowane są także kilkudniowe wypady z noclegami w lesie, i przy następnym pobycie w takim lesie zafunduję sobie taką atrakcję. W drodze powrotnej spotkaliśmy 20 cm długości piękną czerwoną skolopendrę. Według naszego przewodnika jej ukąszenia często kończy się śmiercią; nocleg w lesie równikowym byłby więc z pewnością ciekawym doświadczeniem. Następnie pojechaliśmy nad Jezioro Toba wynajętym busem, co umożliwiło zjechanie z klasycznej trasy i zobaczenie wysokiego wodospadu i wulkanu Gunung Sinabung. Ten ostatni sprawił niespodziankę i kilka godzin wcześniej miał erupcję; dymił silnie i czuć było siarkę. Ewakuowano nawet kilka tysięcy osób z wiosek w jego pobliżu. Nad jeziorem Toba w domach o ciekawej architekturze (posadowiona na palach, gdzie pod domem jest miejsce na zwierzęta gospodarskie) mieszkają ludzie z plemienia Bataków – tu mieszka ich w ogóle najwięcej w całej Azji południowo-wschodniej. Plemię to jest znane także z tego, że stosowało praktyki kanibalistyczne jeszcze na początku XX wieku. Samo jezioro jest największym na świecie powstałym w kalderze wulkanu, około 75 tys. lat temu. Trafiliśmy do miejscowości Tuktuk, znanej jako centrum turystyczne tej okolicy. Zupełnie znośny hotel kosztował 25 zł/dwójkę. Zbocza kaldery „imitują” górskie położenie jeziora wzmacniane dodatkowo przyjemnym klimatem. Jest jak w sam raz co do temperatury i wilgotności powietrza, więc zdecydowaliśmy się spędzić tu 3 kolejne dni. Okolice jeziora chyba najprościej zwiedzić jest wynajmując skuter (25 zł za dzień, zatankowany na jakieś 200 km). Jazda automatem jest przyjemna, a do lewostronnego ruchu można także szybko się przyzwyczaić. Skutery nie posiadają ubezpieczenia i w razie awarii trzeba radzić sobie samemu. Nam przydarzyło się przebicie dętek, ale zakłady naprawcze są co kilka km, więc z powrotem na trasę nie było problemu.
Wróciliśmy do Malezji na jeden dzień. Wieczór wykorzystaliśmy na zobaczenie „Petronasów” a cały następny dzień na wizytę w niedalekim lesie mangrowym. Ciekawe widoki okraszone obserwacjami ponad metrowej długości warana oraz dwoma gatunkami małp, o „egzotycznych” ptakach już nie wspominam.
Dwa tygodnie minęły błyskawicznie. Wyjazd był bardzo udany, tym bardziej, że nie dręczyły nas jakiekolwiek dolegliwości żołądkowe. Jedyny niedosyt to kuchnia. Liczyliśmy bowiem na coś oryginalnego, typu pieczony szczur lub małpa, ale na nic nie mogliśmy trafić. Osobną sprawą była znikoma liczba dokuczliwych owadów. Podczas całego wyjazdu ukąsiło mnie może z 5 komarów, a ponieważ prawdopodobieństwo zarażenia się malarią w tej części świata ma się jak 1:2500 to za bardzo nie przejmowałem się tym, że nie brałem malaronu. Pozostaje jeszcze denga, którą przenoszą komary aktywne w dzień, ale przy ich małej liczbie czułem się „prawie bezpiecznie”. Cały wyjazd pochłonął niespełna 6000 zł, wliczając w to pamiątki, prezenty, m. in. piękne, drewniane szachy, które kupiłem nad J. Toba. We wrześniu jest korzystna pogoda, a co więcej - turystów już bardzo mało, więc obcowanie z egzotyczną przyrodą jest bardziej „sam na sam”.


Szczególnie Indonezja ma jeszcze dużo do zaoferowania, następnym razem może Nowa Gwinea i Papua.

Zdjęcia

MALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / dzioborożecMALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / Główna rzeka ParkuMALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / Kobieta z plemienia BatekówMALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / Las deszczowyMALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / Wiszace pomosty (Canopy Walk)MALEZJA / Taman Negara / Park Narodowy / GąsiennicaMALEZJA / Cameron Highlands / Tanah Rata / Las deszczowy, 200 mln latMALEZJA / Cameron Highlands / Tanah Rata / Plantacja herbatyMALEZJA / Las namorzynowy / Kelang / Langur (Silver leaf monkey)MALEZJA / Kelang / Las namorzynowy / Poskoczek (ryba)INDONEZJA / Sumatra / - / A sio muchyINDONEZJA / Sumatra / Jezioro Toba / Dzieci nie lubią fotografowania...INDONEZJA / Sumatra / - / Jezioro TobaINDONEZJA / Sumatra / - / Lokalny targINDONEZJA / Sumatra / Jezioro Toba / Powrót ze szkoły (coś dla naszego Ministerstwa Oświaty)INDONEZJA / Sumatra / Jezioro Toba / Klasyczny sposób noszenia rzeczyINDONEZJA / Sumatra / - / Równikowy las deszczowyINDONEZJA / Sumatra / - / Ogromna skolopendra, naprawdę niebezpieczne zwierzęINDONEZJA / S / Langur, Presbytis thomasi / Czy to jeszcze ma termin przydatności do spożyciaINDONEZJA / Sumatra / - / Orangutan, za chwilę przestał być taki miły ...

Dodane komentarze

Smok-1 dołączył
09.03.2010

Smok-1 2016-04-18 20:55:34

Artur, ostatnio pogoda co nieco wariuje, i te monsuny chyba nie do końca regularne. Z dzikiej Malezji zdecydowanie polecam Borneo, sporo parków narodowych, minusem są ceny wstępów

Michelle dołączył
25.01.2008

Michelle 2013-10-09 15:16:28

Bardzo cenne informacje i ciekawy wpis! :) jedna uwaga... dużo lepiej by się czytało, gdyby były akapity :)

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl