Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Krym wypoczynek w Bałakławie > UKRAINA


jedrzej jedrzej Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie UKRAINA / Krym / Bałakława / zatoka bałakławska Bałakława jest jednym z najpiękniejszych zakątków Wielkiego Sewastopola. Swoją nazwę wywodzi z języka krymsko-tatarskiego, co oznacza "rybny ogródek". Dzięki swojemu położeniu w zacisznej zatoce otoczonej górami stwarza idealne warunki do odpoczynku.

Do Sewastopola docieramy bez żadnych niespodzianek. Tym razem autobus okazał się całkowicie sprawny. Był to zresztą nowy klimatyzowany pojazd.
Sewastopol to obecnie duży port położony nad zatokami Sewastopolską i Południową. To właśnie te zatoki sprawiły, że już w czasach starożytnych Grecy zbudowali w tym miejscu pierwszy port; Chersonez Taurydzki. Współczesne miasto powstało z nakazu carycy Katarzyny II, po zdobyciu przez Rosjan Krymu pod koniec XVIII wieku. Nazwano je Sewastopol tzn. „miasto chwały”. W swoich niezbyt długich dziejach Sewastopol zasłużył na tę nazwę dwukrotnie. Najpierw wsławił się bohaterską obroną podczas Wojny Krymskiej a sto lat później, podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Obecnie, chociaż formalnie należy do Ukrainy, mieszkańcy nazywają Sewastopol „prawdziwie russkij gorod”.
Ze względu na piękną pogodę nie chcieliśmy ograniczyć się tylko do zwiedzania i rezygnować z morskich kąpieli. Z drugiej strony uważaliśmy, że woda w tak dużym mieście nie może być na tyle czysta, żeby nadawała się do pływania. Postanowiliśmy zatem zamieszkać w Bałakławie, kurorcie oddalonym tylko o 10 kilometrów od Sewastopola. Wtedy przedpołudnia poświęcimy na zwiedzanie a popołudnia na kąpiele morskie.
Na dworcu autobusowym dowiadujemy się, że wszystkie połączenia do Bałakławy są realizowane z węzła komunikacji podmiejskiej „5 Kilometr”, położonego na południowych przedmieściach. Jak się później okazało „5 Kilometr” to miejsce, na którym należy się przesiąść jeżeli chce się jechać gdziekolwiek w okolice Sewastopola.
Ustawiamy się z bagażem na przystanku komunikacji miejskiej przed dworcem. Pytani Ukraińcy mówią, że na „5 Kilometr” jedzie wiele marszrutek oraz trolejbusy. Jako pierwsza przyjeżdża marszrutka nr 24. Jest to mały busik, tak że nasz bagaż ledwo się mieści w przejściu, utrudniając pasażerom wysiadanie na pośrednich przystankach.
Węzeł komunikacyjny „5 Kilometr” to wielki plac zapełniony dziesiątkami pojazdów. Bałagan jest wszechobecny. Zostajemy skierowani do jednego z narożników placu, skąd odjeżdżają marszrutki do Bałakławy. Ustawiamy się w dość długiej kolejce, która szybko posuwa się do przodu. Autobusy nr 9 lub nr 99 podjeżdżają co chwila, tak że w ciągu paru minut odjeżdżamy. Bilet kosztuje tyle co w obrębie miasta czyli 2 UAH od osoby. Ania prosi kierowcę, żeby wysadził nas na ulicy Nowikowa, przy której znajduje się nasz hotel Forewind. Kierowca spełnił naszą prośbę, ale nie wiedząc dokąd się udajemy, kazał nam wysiąść na początku ulicy. Nie przypuszczaliśmy, że ta ulica jest tak długa. Musieliśmy z bagażem przejść dwa pełne przystanki zanim dotarliśmy do celu (drugi przystanek znajdował się obok hotelu).
Hotel Forewind ma doskonałą lokalizację. Z jednej strony do promenady jest 200 – 300 metrów, z drugiej tuż obok hotelu znajduje się końcowy przystanek turystycznej kolejki kursującej do plaży i muzeum bazy łodzi podwodnych. W czasach Z.S.R.R w budynku obecnego hotelu mieściła się łaźnia dla pracowników bazy. Parę lat temu biznesmen z Doniecka kupił budynek i zaadaptował go na hotel.
Dzisiaj rano zmieniliśmy plany i postanowiliśmy zatrzymać się w Bałakławie na cztery, a nie jak wcześniej planowaliśmy na trzy noce. Niestety pokój, który zarezerwowałem dzisiaj rano jest na czwartą noc już zajęty. Pani w recepcji obiecuje nam coś znaleźć, ale będziemy musieli się przeprowadzić. Za duży pokój typu standard położony na parterze płacimy 400 UAH za dobę. Pokój jest wyposażony w klimatyzację, lodówkę, czajnik do parzenia kawy czy herbaty, szafę oraz stół i dwa krzesła.
Zagospodarowujemy się i chcemy zjeść obiad. Recepcjonistka poleca nam jadłodajnię Izbuszka, znajdującą się w centrum. Jest to prywatny lokal. Posiłek zamawia się i opłaca przy ladzie a następnie kelnerka przynosi zamówione dania do stolika. Jedzenie jest w miarę dobre i niezbyt drogie.
Jest na tyle wcześnie, że decydujemy się dzisiaj zwiedzić muzeum bazy radzieckich łodzi podwodnych. Z powodu tej bazy Bałakława była miastem zamkniętym od początku lat sześćdziesiątych aż do upadku Z.S.R.R. Wstęp na teren miejscowości mieli tylko stali mieszkańcy i wybrańcy za okazaniem specjalnej przepustki. Dzisiaj muzeum bazy jest największą atrakcję turystyczną Bałakławy.
Na miejscu jesteśmy pół do czwartej. Wejścia z przewodnikiem są co 15 minut. Udaje się nam kupić bilety na 16-tą. Wchodzimy do środka i od razu czuć miły chłód. Temperatura przez cały rok jest stała i wynosi kilkanaście stopni Celsjusza. Przewodnik oprowadza nas po wykutych w skale wielkich sztolniach i korytarzach oddzielonych od siebie metalowymi drzwiami, o grubości skrzydła 40 cm. Oglądamy podziemny kanał, którym łodzie podwodne wpływały do bazy. Dowiadujemy się, że były tutaj przechowywane rakiety z ładunkiem nuklearnym. Przejście całego podziemnego kompleksu jest interesujące i można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o uzbrojeniu radzieckich łodzi podwodnych. Ciekawe może być to, że już w latach siedemdziesiątych baza była praktycznie bezużyteczna, gdyż ówczesne łodzie podwodne były za duże, żeby wpłynąć do niej.
Po wyjściu z obiektu kontynuujemy spacer wzdłuż brzegu zatoki. Mijamy miejsce gdzie w czasach Z.S.R.R łodzie wpływały do bazy i dochodzimy do plaży. Plaża jest kamienista ale są przebieralnie i woda wygląda na czystą. Decydujemy, że będziemy tutaj spędzać popołudnia. Do hotelu wracamy turystyczną kolejką.
Hotel nie dysponuje żadną restauracją, zatem śniadania i kolacje musimy przygotowywać we własnym zakresie. Jest z tym drobny problem ponieważ w sklepach spożywczych na Ukrainie nie mają maszynek do krojenia wędlin czy sera. Sprzedawczyni na prośbę klienta pokroi wędlinę nożem, ale na takie plastry, że potem je się nie chleb z szynką a szynkę z chlebem. Jedynym rozwiązaniem jest kupowanie pokrojonej i próżniowo pakowanej wędliny i sera. Niestety tego typu „delikatesy” można dostać tylko w dużych sieciowych supermarketach. W recepcji dowiadujemy się, że w Bałakławie A.T.B. (odpowiednik naszej Biedronki) znajduje się na drugim końcu ul. Nowikowa, dokładnie naprzeciw przystanku, na którym wysiedliśmy dzisiaj w południe. Jeżeli chcemy zjeść dobrą kolację musimy jeszcze raz przebyć tę trasę. Na miejscu robimy zakupy na kilka dni. Wieczór spędzamy spacerując po promenadzie.
Przedpołudniem zwiedzamy Chersonez Taurydzki. Po powrocie jemy obiad w Izbuszce, a następnie jedziemy na plażę. Woda w zatoce jest tak ciepła, że nie chce się z niej wychodzić. Do hotelu wracamy późnym popołudniem. Przebieramy się i szybko udajemy się w kierunku twierdzy genueńskiej. Chcemy z góry obejrzeć zatokę bałakławską o zachodzie słońca.
Z twierdzy Cembelo wybudowanej przez Genueńczyków na przełomie XIV i XV wieku nie pozostało zbyt wiele. Trudy wspinaczki rekompensuje za to piękny widok na zatokę i Bałakławę. Ścieżką biegnącą wzdłuż zbocza idziemy w kierunku pełnego morza. Po osiągnięciu ujścia zatoki podziwiamy zachód słońca oraz skaliste wybrzeże południowego Krymu. Do miasta wracamy w ostatniej chwili przed zapadnięciem zmroku.
Będąc na dole zauważamy, że brama w ogrodzeniu rozdzielającym promenadę na dwie części, zamknięta w ciągu dnia, została otwarta. Korzystamy z tej okazji i wchodzimy na ogrodzony teren. Jest tu bardzo elegancko. Promenadę wybrukowano kostką, palą się stylowe latarnie. Pod stromym zboczem wzgórza stoją XIX wieczne, wyremontowane budynki przeznaczone na apartamenty. Przy nabrzeżu zacumowane drogie jachty. Widok jak z francuskiej Riwiery.
Spotykamy turystów z Rosji, polecają Złotą lub Srebrną Plażę, na które z przystani w Bałakławie kursują promy i prywatne łódki. Postanawiamy skorzystać z ich rady pojutrze, gdy wrócimy z Inkermanu. Jutro zamierzamy spędzić cały dzień w Sewastopolu. Przed powrotem do hotelu sprawdzamy jeszcze rozkład rejsów promu na te plaże.
Dzisiejszy dzień przeznaczamy na zwiedzenie Sewastopola. W Bałakławie jesteśmy po 16-tej. Ledwo starcza nam czasu na krótki pobyt na plaży. Wieczorem obowiązkowy spacer po promenadzie.
Rano przenosimy nasze bagaże do nowego pokoju. Tę noc spędzimy w pokoju typu „półluks”. Generalnie jest gorszy niż poprzedni, ale ma kanapę. Paradoksalne jest to, że telewizor wisi na ścianie przy której ona stoi. Dokładniej mówiąc, siedząc na kanapie ma się telewizor za plecami. Płacimy za to 500 UAH za dobę.
Po uporządkowaniu spraw bytowych jedziemy obejrzeć klasztor w Inkermanie, starożytnej miejscowości położonej na północ od Sewastopola. Połączenia są na tyle dobre, że już w południe jesteśmy z powrotem w hotelu. Bierzemy rzeczy plażowe, jemy wczesny obiad w naszej jadłodajni i po 13-tej jesteśmy na przystani promowej.
Promy na plaże odpływają co godzinę. Rejs jest okrężny. Najpierw statek przybija do Srebrnej Plaży potem do Złotej, skąd wraca do Bałakławy. Bilet w jedną stronę kosztuje 24 UAH. Jeżeli nie wysiądzie się na żadnej plaży, to za tę cenę można mieć godzinną wycieczkę po morzu. Okrętujemy się i w pół do drugiej wypływamy. Prom po opuszczeniu zatoki kieruje się na wschód i płynie wzdłuż skalistego wybrzeża. Rejs na Srebrną Plażę, która wybraliśmy trwa niecałe pół godziny.
Plaża, podobnie jak wszystkie plaże w tym rejonie jest kamienista a zejście do wody po kamieniach. Na plaży miejscami wyrastają skały. Lokujemy się w cieniu jednej z nich. Okolica jest bardzo malownicza; po obydwu stronach plaży strome skały opadają bezpośrednio do morza. Teren wydaje się być kawałkiem poziomego lądu wydartym górom przez morze. Zostajemy w tym miejscu około dwóch godzin, kapiąc się kilkakrotnie.
W drodze powrotnej podpływamy do Złotej Plaży. Jest bardzo podobna do Srebrnej. Różnica polega na tym, że na Srebrnej Plaży prom podpływał dziobem pod sam brzeg i wysiadało się po trapie a tutaj jest molo. Drugą rzeczą odróżniającą obie plaże może być to, że tutaj niektóre skały na plaży są pomalowane złotą farbą.
W Bałakławie jesteśmy przed piątą. Chwilę odpoczywamy w pokoju, jemy kolację i idziemy na pożegnalny spacer po promenadzie. Jutro ostatni punkt naszej podróży po Krymie; Symferopol.


Zdjęcia

UKRAINA / Krym / Bałakława / zatoka bałakławskaUKRAINA / Krym / Bałakława / zatoka bałakławskaUKRAINA / okolice Sewastopola / Bałakława / widok na miastoUKRAINA / okolice Sewastopola / Bałakława / widok na miastoUKRAINA / Krym / Bałakława / wybrzeże południowo-zachodnie KrymuUKRAINA / Krym / Bałakława / wybrzeże południowo-zachodnie KrymuUKRAINA / okolice Sewastopola / Bałakława / twierdza CembaloUKRAINA / Krym / Bałakława / Srebrna PlażaUKRAINA / Krym / Bałakława / Baza radzieckich łodzi podwodnych

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl