Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Arles, Van Gogh, Rzymianie i zapach Prowansji > FRANCJA


longin1974 longin1974 Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Była to najwspanialsza doba mojego życia. Muszę tam jeszcze kiedy¶ pojechać. I Was zapraszam.

Czekałem na dworcu autobusowym w Avignon. Przyjechał autobus, wsiadłem do niego, kupiłem bilet. Podróż rozpoczęła się. Było już koło godziny 17.00. Patrzyłem w okno i podziwiałem uroki krajobrazu. Uwagę moj± zwróciła wielka liczba pól ze Słonecznikami. Już wiedziałem dlaczego Van Gogh namalował tak wiele obrazów będ±c tutaj. Na chwilkę zatrzymali¶my się w Tarascon, a po godzinie jazdy autobus dojechał do Arles. Otworzyłem przewodnik, w którym znajdowała się mapa. Ruszyłem w kierunku starego miasta. Przywitały mnie fragmenty ¶redniowiecznych murów miejskich. Postanowiłem znaleĽć nocleg. Ruszyłem w kierunku taniego hotelu Le Voltaire. Jednak tam było wszystko już zajęte. Wróciłem się do hotelu Acacias, ale tam przywitała mnie tabliczka "wolnych pokoi brak". Następny hotel to Regence.U¶wiadomiłem sobie, że spontaniczne podróże nie tylko s± piękne, ale maj± także swoje mankamenty. Szczególnie we Francji, gdzie rezerwowanie wcze¶niej i przyjazd o bardziej odpowiedniej porze s± na pewno wskazane. Zapytałem o pokój i dostałem odpowiedĽ, że nie ma wolnych miejsc, ale portier u¶miechn±ł się do mnie i powiedział, "ale nie pozwolę Panu spać na ulicy". Wykonał dwa telefony. Okazało się, że jest wolne miejsce w pokoju nieopodal. Z jednej strony blisko starego miasta, a z drugiej na cichym drugim brzegu rzeki. Udałem się tam. Spacer zaj±ł mi 15 minut. Zadzwoniłem do drzwi, otworzył mi wła¶ciciel. Okazało się, że jest to niewielki rodzinny hotelik. Nosił on nazwę Porte de Camargue. Już samo przywitanie było bardzo sympatyczne. Ponieważ lubię należno¶ci regulować od razu, zapłaciłem za nocleg ze ¶niadaniem. Klimatyzowany pokój z dużym łóżkiem i łazienk± kosztował 55 euro. Po 40 minutach sympatycznej rozmowy przeprosiłem mojego gospodarza, że popełniam błędy w czasie rozmowy. Mój gospodarz powiedział, że nie szkodzi, ponieważ dobrze mnie rozumie, a ponadto potrafię używać gry słów, co nie jest w cale takie oczywiste, nawet dla francuzów. To znacznie podbudowało nieco moje samopoczucie. Poszedłem do pokoju, wzi±łem prysznic, przebrałem się, wzi±łem aparat i ruszyłem na podbój miasta. Wychodz±c otrzymałem jeszcze kod do zamka, żebym w nocy spokojnie mógł wej¶ć do budynku.
Po tej stronie rzeki było cicho. Stan±łem na mo¶cie, oparłem się o barierkę. Przed oczyma miałem widok nocnego Rodanu, ten sam z obrazów Vincenta. Cisza, czarne niebo, szum wody i gwiazdy, te małe, na obrazach malarza wyolbrzymione, sprawiły, że poczułem się jakbym był w jakiej¶ bajkowej krainie. A to był dopiero pocz±tek.
Przeszedłem na drug± stronę i zapu¶ciłem się w uliczki miasta. Jako pomoc w dalszym ci±gu służył mi zielony przewodnik Michelin po Prowansji w języku francuskim. Udało mi się dotrzeć do centrum. W promieniach zachodz±cego słońca i delikatnym woalu zmierzchu mogłem podziwiać antyczn± arenę, place, starożytny teatr, uliczki i inne zakamarki bajkowego miasteczka. Przewodnik nadawał nazwy miejscom, budynkom, muzeom, rysował sylwetki osób. Nie mogłem jednak znaleĽć żółtego domku, który wynajmował Vincent i do którego zaprosił malarza Paula Gauguinem. Na drugi dzień dopiero dowiedziałem się, że już nie istnieje, został zburzony w czasie bombardowania w 1944 roku. Na jego miejscu stoi teraz hotel.
Zgłodniałem. Od godz. 15.00 nie miałem nic w ustach, a zbliżała się już godzina 22.00. Postanowiłem znaleĽć co¶, czego jeszcze nie jadłem. Niestety, tym razem kuchnia francuska okazała się delikatnie mówi±c, monotematyczna. Steki w sosie z zielonego pieprzu, owoce morza, łapy kaczki, ¶limaki i żabie udka były wszędzie. Gdy szedłem nieco już zmęczony tymi poszukiwaniami zobaczyłem tabliczkę, a na niej napis wykonany kred±, iż zapraszaj± na stek z tuńczyka w sosie ¶mietanowym. Menu, czyli zestaw, kosztował 16 euro. Udałem się więc wiedziony głodem i ciekawo¶ci±. Usiadłem przy stoliku. Restauracja o nazwie Plain Sud znajdowała się przy ulicy 7, rue de la Rotonde. Przyszedł kelner i przyj±ł zamówienie. W jego ramach zamówiłem mał± buteleczkę lokalnego, ekologicznego wina. Jakie było moje zdziwienie, gdy kelner prznyniusł normaln± duż± butelkę. Powiedziałem, że zamawiałem mał±, on odparł, że małych już niestety nie ma, a przyniesiona jest w cenie małej. Odparłem, "proszę pana, ale ja tyle nie wypiję", on u¶miechn±ł się "a kto panu każe, wypije pan tyle ile będzie chciał". Następna miłe niespodzianka. Ale to nie koniec. Za chwilę stał koło mnie wła¶ciciel lokalu i pytał, czy jestem zadowolony z obsługi. Powiedziałem, że w takim mie¶cie, z tak życzliwymi ludĽmi nie można być niezadowolonym. Opowiedziałem mu historię mojej wędrówki. U¶miechn±ł się. Za chwilę przyszedł do mnie kelner z czar± lodu. Zapytałem, co to? Odpowiedział: Wła¶ciciel kazał przynie¶ć, by pańskie wino nie było zbyt ciepłe.
Po posiłku wróciłem na nocleg. Ustawienie klimatyzacji na 19 stopni okazało się zbawienne. Rano wstałem wcze¶nie, zjadłem ¶niadanie i wyruszyłem, by zwiedzić cyrk antyczny. Wspaniała budowla, służyła starożytnym Rzymianom i Galom jako miejsce rozrywki. W ¶redniowieczu przerobiono j± na twierdzę wewn±trz miasta, potem korzystano jak z kamieniołomu, wydobywaj±c materiał na domy. Dzi¶ znowu stanowi arenę, na której inscenizuje się walki gladiatorów i odbywaj± się korridy. Te prawdziwe, jakie ogl±dał Van Gogh, pod ich wpływem obci±ł sobie ucho. Po zwiedzeniu areny, antycznego teatru i ko¶cioła st. Trophime ruszyłem po bagaż do hotelu. Pożegnałem się serdecznie z wła¶cicielem i wyruszyłem na dworzec. Było mi tam tak dobrze, że nie chciałem i¶ć od razu na stację. Ruszyłem w gł±b starego miasta z plecakiem. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem wielki tłum ludzi klaszcz±cych w rytm muzyki. Na ¶rodku ulicy grupa ludzi grała i ¶piewała południowe piosenki. Turystom udzieliła się ta atmosfera rado¶ci.
Było gor±co, więc postanowiłem się nieco ochłodzić i napić kawy. Przy lokalu wiele stolików było zajętych, postanowiłem wej¶ć do ¶rodka. Okazało się, że w ¶rodku byli sami miejscowi. Czę¶ć z nich grała w karty na żetony. Niezwykły widok w godzinach przedpołudniowych. Podszedłem i spytałem, czy mogę zrobić im zdjęcie. Zaczęli mnie wypytywać, kim jestem, dlaczego chcę wła¶nie ich sfotografować. Po czym wyrazili zgodę. Nawi±zała się rozmowa. Opowiadali¶my sobie o różnych sprawach zwi±zanych z życiem w naszych ¶rodowiskach. Gdy wychodziłem z kawiarni, żegnały mnie okrzyki "wiwat Polska" w języku francuskim.

Dworzec, bilet, poci±g, kierunek Nimes...

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adres w do wy wietlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły s± moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). S± one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzaj± go wielokrotnie. Ciateczka mog± też stosować współpracuj±cy z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2026 Globtroter.pl