Artykuły i relacje z podróży Globtroterów
Arles, Van Gogh, Rzymianie i zapach Prowansji > FRANCJA
longin1974
relacje z podróży
Po tej stronie rzeki było cicho. Stan±łem na mo¶cie, oparłem się o barierkę. Przed oczyma miałem widok nocnego Rodanu, ten sam z obrazów Vincenta. Cisza, czarne niebo, szum wody i gwiazdy, te małe, na obrazach malarza wyolbrzymione, sprawiły, że poczułem się jakbym był w jakiej¶ bajkowej krainie. A to był dopiero pocz±tek.
Przeszedłem na drug± stronę i zapu¶ciłem się w uliczki miasta. Jako pomoc w dalszym ci±gu służył mi zielony przewodnik Michelin po Prowansji w języku francuskim. Udało mi się dotrzeć do centrum. W promieniach zachodz±cego słońca i delikatnym woalu zmierzchu mogłem podziwiać antyczn± arenę, place, starożytny teatr, uliczki i inne zakamarki bajkowego miasteczka. Przewodnik nadawał nazwy miejscom, budynkom, muzeom, rysował sylwetki osób. Nie mogłem jednak znaleĽć żółtego domku, który wynajmował Vincent i do którego zaprosił malarza Paula Gauguinem. Na drugi dzień dopiero dowiedziałem się, że już nie istnieje, został zburzony w czasie bombardowania w 1944 roku. Na jego miejscu stoi teraz hotel.
Zgłodniałem. Od godz. 15.00 nie miałem nic w ustach, a zbliżała się już godzina 22.00. Postanowiłem znaleĽć co¶, czego jeszcze nie jadłem. Niestety, tym razem kuchnia francuska okazała się delikatnie mówi±c, monotematyczna. Steki w sosie z zielonego pieprzu, owoce morza, łapy kaczki, ¶limaki i żabie udka były wszędzie. Gdy szedłem nieco już zmęczony tymi poszukiwaniami zobaczyłem tabliczkę, a na niej napis wykonany kred±, iż zapraszaj± na stek z tuńczyka w sosie ¶mietanowym. Menu, czyli zestaw, kosztował 16 euro. Udałem się więc wiedziony głodem i ciekawo¶ci±. Usiadłem przy stoliku. Restauracja o nazwie Plain Sud znajdowała się przy ulicy 7, rue de la Rotonde. Przyszedł kelner i przyj±ł zamówienie. W jego ramach zamówiłem mał± buteleczkę lokalnego, ekologicznego wina. Jakie było moje zdziwienie, gdy kelner prznyniusł normaln± duż± butelkę. Powiedziałem, że zamawiałem mał±, on odparł, że małych już niestety nie ma, a przyniesiona jest w cenie małej. Odparłem, "proszę pana, ale ja tyle nie wypiję", on u¶miechn±ł się "a kto panu każe, wypije pan tyle ile będzie chciał". Następna miłe niespodzianka. Ale to nie koniec. Za chwilę stał koło mnie wła¶ciciel lokalu i pytał, czy jestem zadowolony z obsługi. Powiedziałem, że w takim mie¶cie, z tak życzliwymi ludĽmi nie można być niezadowolonym. Opowiedziałem mu historię mojej wędrówki. U¶miechn±ł się. Za chwilę przyszedł do mnie kelner z czar± lodu. Zapytałem, co to? Odpowiedział: Wła¶ciciel kazał przynie¶ć, by pańskie wino nie było zbyt ciepłe.
Po posiłku wróciłem na nocleg. Ustawienie klimatyzacji na 19 stopni okazało się zbawienne. Rano wstałem wcze¶nie, zjadłem ¶niadanie i wyruszyłem, by zwiedzić cyrk antyczny. Wspaniała budowla, służyła starożytnym Rzymianom i Galom jako miejsce rozrywki. W ¶redniowieczu przerobiono j± na twierdzę wewn±trz miasta, potem korzystano jak z kamieniołomu, wydobywaj±c materiał na domy. Dzi¶ znowu stanowi arenę, na której inscenizuje się walki gladiatorów i odbywaj± się korridy. Te prawdziwe, jakie ogl±dał Van Gogh, pod ich wpływem obci±ł sobie ucho. Po zwiedzeniu areny, antycznego teatru i ko¶cioła st. Trophime ruszyłem po bagaż do hotelu. Pożegnałem się serdecznie z wła¶cicielem i wyruszyłem na dworzec. Było mi tam tak dobrze, że nie chciałem i¶ć od razu na stację. Ruszyłem w gł±b starego miasta z plecakiem. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem wielki tłum ludzi klaszcz±cych w rytm muzyki. Na ¶rodku ulicy grupa ludzi grała i ¶piewała południowe piosenki. Turystom udzieliła się ta atmosfera rado¶ci.
Było gor±co, więc postanowiłem się nieco ochłodzić i napić kawy. Przy lokalu wiele stolików było zajętych, postanowiłem wej¶ć do ¶rodka. Okazało się, że w ¶rodku byli sami miejscowi. Czę¶ć z nich grała w karty na żetony. Niezwykły widok w godzinach przedpołudniowych. Podszedłem i spytałem, czy mogę zrobić im zdjęcie. Zaczęli mnie wypytywać, kim jestem, dlaczego chcę wła¶nie ich sfotografować. Po czym wyrazili zgodę. Nawi±zała się rozmowa. Opowiadali¶my sobie o różnych sprawach zwi±zanych z życiem w naszych ¶rodowiskach. Gdy wychodziłem z kawiarni, żegnały mnie okrzyki "wiwat Polska" w języku francuskim.












