Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Droga do tu i teraz w Bukit Lawang > INDONEZJA


Margolencja Margolencja Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDONEZJA / Sumatra / Bukit Lawang / Batu MandiPo raz trzeci w tym kwartale pokonałam ponad 12 tyś km, by znaleźć się w Bukit Lawang na Sumatrze, ano prościej byłoby wcale stamtąd nie wyjeżdżać, ale wierzę, że kiedyś nadejdzie ten sprzyjający osiedleniu czas.
Tym razem miałam podróż survivalową, jednak od razu wyznam, nie chcąc nikogo zniechęcać, że można tam dojechać szybciej i prościej, ja nie miałam jednak budżetu i czasu, by znaleźć lepsze połączenie, toteż spędziłam 12 godz. na lotnisku w Istambule i tłukłam się lokalnymi środkami transportu po nocy bez świateł:) i warto było...

Dotarłam do Indonezyjskiej wioski późno w nocy skołowana po dwóch dniach spędzonych na lotniskach, w samolotach, busach, motorikszach i to z usterkami tych ostatnich, jakże zabytkowych pojazdów lądowych - a motywem przewodnim stała się awaria świateł. Oh, jak bardzo przydała się moja czołowa latarka. Drogi w Indonezji, drogi na Sumatrze, jakie są, kto był, to wie, czasem ich nie ma, asfalt się nagle kończy, dziury, wykroty, wyboje i na takim właśnie odcinku godzinę przed moją docelową wioską w rozklekotanym lokalnym busie przeżywającym swą 5 młodość padły światła. Kierowca się jednak nie przejął, nie zatrzymał, ale na szczęście zwolnił i jechał w zupełnych ciemnościach, jakieś 5 minut, zanim nie wygrzebał telefonu i ekranikiem starej noki próbował coś tam sobie oświetlić i zanim pasażerowie nie wręczyli mu nowszego modelu telefonu z latarką i zanim ja nie wygrzebałam z plecaka swej czołówki. Gdy siedzący na przodzie pasażer wystawił przez okno rękę z moją latarką, mogliśmy zacząć oddychać, autobus nabrał tempa, a kierowca był zachwycony tym sprzętem, z uznaniem stwierdził, że tak dobrego oświetlenia, to nie miał nawet, gdy miał nowe żarówki! Nie dla tego, by ma latarka była szczególnie mocna, była zwykła, turystyczna, ale lampy w tym busie z roku 1996 były również stareńkie, porysowane, brudne. Dojechaliśmy szczęśliwie, jednak to nie był jeszcze koniec mej podróży, bo przystanek znajduje się na przedmieściach Bukit Lawang, stamtąd trzeba wynająć becaka (motoriksza), aut taksówek tu nie ma, owszem można sobie zamówić, ale się nie opłaca, trzeba długo czekać i są drogie, a tu tylko 2 km drogi pozostały. Lecz tym razem my też musieliśmy czekać. Pusto, wszyscy się pochowali, bo czas niesprzyjający: kropił deszcz i z pobliskich meczetów zaczęły rozbrzmiewać śpiewy nawołujące do modlitwy. W takich okolicznościach mało który szanujący się kierowca beczaka chce pracować. W końcu mój tutejszy przyjaciel zadzwonił po kogoś i po niedługim czasie zaczęła się do nas przybliżać chmura spalin, wśród której dojrzeliśmy światełko diody, takiej wbudowanej do zapalniczki jako gadżet, to przyturkotał nasz zupełnie przedpotopowy beczak, siedzenia miał powiązane sznurkiem, folia na dachu powiewała, jak w żaglówce i świateł brak. Zakłopotany kierowca poprosił byśmy poczekali, bo właśnie po drodze światła mu wysiadły i jechał z pomocą owej zapalniczki z jedną diodą! Epidemia świateł? Ale już czekać nie musieliśmy, swoją latarkę miałam pod ręką. Beczakiem dojechałam pod most nad rzeką i to jeszcze nie koniec drogi, do miejsca mego zakwaterowania już żadnym czterokołowym pojazdem się nie dojedzie, trzeba na piechotę przez rzekę i las jakieś dwadzieścia minut. Musiałam przeprawić się po chybotliwym moście zawieszonym wysoko nad rwącą rzeką, gdzieniegdzie spróchniałym, na szczęście nie sama, z mym indonezyjskim przewodnikiem, który świecił latarką oraz przykładem, jak przechodzić trzeba po dziurawych deskach z mymi ciężkimi tobołami, ja miałam tylko mały podręczny plecak, a i tak szłam ślamazarnie, adrenalina mi się znacznie podniosła, bo powtarzałam sobie kwestię osła ze Shreka: \\\"Tylko w dół nie patrz\\\", no i oczywiście popatrzyłam i teraz z kolei poczułam się jak bohaterka filmu Indiana Jones: mostek się kołysze, skrzypi, ok. 10 metrów pode mną wielkie głazy i rwąca woda, a na niebie własnie błysnęło, nadchodziła burza, trzeba było się pospieszyć, a ja posuwałam się coraz wolniej, w modlitewnym skupieniu, kurczowo trzymając się żelaznych powyginanych zardzewiałych prętów po bokach mostu. Uff, dotarłam na druga stronę rzeki, jeszcze jakieś 15 min. marszu przez las i będę w domu! Jednak cieszyłam się przedwcześnie, okazało się, że limit mocnych wrażeń w tej ostatniej nocy podroży nie został dla mnie jeszcze wyczerpany. Lunęło na dobre i rozpętała się burza, moja latarka też już miała dość i odmówiła posłuszeństwa, nastała ciemność na 5 minut przed końcem wędrówki, ale nie było tak źle, mieliśmy w użyciu błyskawice;)

Gdy już dotarłam przemoczona i ogłuszona hukiem piorunów do mego wynajmowanego domku nie mogłam uwierzyć memu szczęściu, że oto jednak jestem;) Prysznica już nie musiałam brać, tropikalna ulewa zmyła ze mnie całodniowe warstwy kurzu. Zmęczona szybko zasnęłam, ale już po 4 godzinach obudziłam się i stwierdziłam, że jestem całkiem wypoczęta, a jako że do rana jeszcze było daleko i wskutek burzy prądu nie było (co jest tu normą), nie pozostało mi nic innego, jak przekimać ten czas, jednak co chwilę się budziłam, nie mogąc doczekać się dnia, jak dziecko w oczekiwaniu na św. Mikołaja. Snu tutaj nigdy dużo nie potrzebowałam, jedzenia też, organizm regeneruje się tu błyskawicznie, bo ta ilość tlenu, bo energia z dżungli:) Świt - ta magiczna pora w Polsce była mi praktycznie nieznana, no chyba że zarwałam noc i zupełnie niechcący zobaczyłam wschód słońca i z niemałym poczuciem winy stwierdzałam, że już dnieje, najwyższy czas pójść spać. Tym razem czas był jak z gumy, rozciągał się bardzo, bo nie mogłam doczekać się świtu, widoku rzeki, lasów tropikalnych i o ogrodu w Gest Hausie Batu Mandi, który to ogród nie ma sobie równych w całym Bukit Lawang. Po nocnej burzy zostało już tylko wspomnienie w postaci mych suszących się na ganku szmatek. Budzi mnie z rana świergot ptactwa, po chwili słyszę znajomy szum rzeki, nie od razu otwieram oczy, zastanawiam się czy to sen czy jawa czy rzeczywiście Sumatra? Czy już świta, czy dotarłam, czy już jestem we właściwym miejscu?

Otwieram drzwi, a na próg wskakuje mała żaba, chcę ją przegonić na zewnątrz, lecz ta pcha się do środka, stanęła na tylnych łapach, przednie oparła o drzwi, jakby je chciała szerzej otworzyć, więc daję za wygraną i otwieram drzwi na oścież. Jednak zaczarowany żabi książę zmienia kierunek i prowadzi mnie na dwór.
Wychodzę na ganek, wdycham rześkie i obłędnie pachnące powietrze, aromat kwiatów, trawy i czegoś nieuchwytnego, ale znajomego jeszcze z dzieciństwa, to zapach lata, które tutaj trwa wiecznie, słońca, które o tej porze nie jest jeszcze dokuczliwe, ostro zacznie przypiekać dopiero za dwie godziny i wtedy dam nura do rzeki, a teraz jest cudownie fresh, w sam raz, by w samych szortach i podkoszulku biegać boso po iskrzącej się od rosy trawie, przemierzam olbrzymie przestrzenie ogrodu, częstuję się owocem guawy prosto z drzewa, wystraszony kameleon pomyka w wyższe partie konarów, a tam - aż dech mi zaparło ze zdziwienia- siedzi sobie Tomas Monky, moja ukochana małpa, siedzi cichutko i patrzy, czy coś dla niej przyniosłam. Zjawisko o tyle niezwykłe, że do tego ogrodu małpy nie zaglądają, gdyż jest tu pies, a ponadto Tomas był sam, bez swojego stadka, co się rzadko zdarza. Pobiegłam po banana i akurat miałam tylko jednego. Skąd on u licha wiedział? Gdy wracałam, spotkałam nadbiegającego psa, kamienie poszły w ruch, dzięki czemu mogłam wręczyć Thomasowi śniadanie i spokojnie kontemplować tę magiczną ciszę poranka wśród której słyszałam mlaskanie Thomasa i skrzeczenie makaków w pobliskim lesie. Pies zdziwiony mym zachowaniem odszedł w milczeniu, wielki niebieski motyl przysiadł na kamieniu, horyzont zaróżowił się od słońca. Chłonę te niezwykłe światło jutrzenki i wiem już, że mój aparat foto temu pięknu nie podoła, moje słowa tym bardziej nie, i wiem, że jestem, że bardzo jestem... i w końcu we właściwym miejscu i cudownej porze, tu i teraz w Bukit Lawang w Batu Mandi



Po inne relacje z mych podróży po Sumatrze i praktyczne porady zapraszam na bloga: http://remjungle.blogspot.com/

Zdjęcia

INDONEZJA / Sumatra / Bukit Lawang / Batu MandiINDONEZJA / Sumatra / Bukit Lawang / Batu Mandi OgródINDONEZJA / Sumatra / Bukit Lawang / Bukit Lawang

Dodane komentarze

Margolencja dołączył
08.07.2017

Margolencja 2017-10-21 14:26:32

Oh, szkoda, że w listopadzie, my lecimy w drugim tygodniu stycznia i czekamy jeszcze na chętnych, ja niestety jestem zobligowana pracą w szkole i muszę w końcu coś z tym swym życiem zrobić, bo ileż można chodzić do szkoły. PozdrawiaM

abc1562 dołączył
11.09.2011

abc1562 2017-10-21 08:20:41

Dzięki,fajny artykuł.Ja spędzam zimy na Goa już mam bilet ale w listopadzie 2018 mogę polecieć do Indonezji na rekonesans.

Przydatne adresy

tytuł licznik ocena uwagi
Treking i noc w dżungli 64 Informacje o cenach, podróż po Sumatrze

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2021 Globtroter.pl