e', 'UA-1551073-1', 'auto'); ga('send', 'pageview');

Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Czy może być jeszcze piękniej? Z cyklu moje życie na Sumatrze > INDONEZJA


Margolencja Margolencja Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDONEZJA / Sumatra / Bukit lawang / Mój ThomasAno mieszkam w tak cudownym miejscu, że szkoda mi ostatnio czasu, na pisanie, czytanie, spanie, jak i inne przyziemne fizjologiczne czynności:)

Co prawda nie tylko słońcem się odzywiam, bo mój przyjaciel jest mistrzem kuchni, więc ja tylko zmywam, co w tych okolicznościach przyrody- idę z reguły nad rzekę z garami- jest bardzo przyjemne. Również pranie nad rzeka i suszenie ciuchów na kamieniach sprawia mi frajdę. A mieszkam w bajecznej chatce na wzgórzu na skraju lasu deszczowego, toteż do rzeki mam długie kamienne schody, muszę pokonać 41 wysokich stopni i często w trzydziestostopniowym upale, wiec muszę swoje wypocić, by dać nura do fantastyczne rześkiej wody, w drodze powrotnej zdążę na tyle przeschnąć, by wskoczyć do hamaka usytuowanego na tarasie z widokiem na góry, dżunglę, ogród i turkusowa rzekę i chłonę te ściany zieleni iskrzące się w słońcu lub deszczu, cudne zachody słońca, odgłosy ptaków, cykad, małp...czasem pokrzatam się po domu, sklece prosta półkę z bambusa lub mydelniczkę z kokosa, czasem układam mozaikę z kolorowych kamieni na chodniku i kontempluje swa cisze i okoliczna przyrode, której mój foto aparat nie jest w stanie oddać. Wieczorem przy ognisku w miłym towarzystwie uczę się tutejszego języka, mentalności, gawędzimy, śpiewamy i zastanawiamy się nad drobnymi i wielkimi sprawami świata tego.

Zdjęcia: Bukit lawang, Sumatra, Mój Thomas, INDONEZJA
Bukit lawang, Sumatra, Mój Thomas, INDONEZJA



I to jest życie - czyli po indonezyjsku hidupnia! :) Choć to ichnie wyrażenie nie bardzo do mnie przemawia, zważywszy na ojczyste skojarzenia:) Zasypiam czasem na balkonie pod gwieździstym niebem z wielkim rownikowym księżycem z koncertem cykad i żab lub oglądam spektakularna ulewę i pioruny z łóżka w pokoju na piętrze, gdzie na każdej ścianie jest wielke okno, by niczego nie przeoczyć, by nie musieć celować pilotem w ekran, wystarczy tylko lekko odwrócić głowę. O poranku mam koncert ptaków i malp, a razu pewnego, gdy tylko otworzyłam z rana oczy ujrzałam przecudny szary pysk z białym irokezem i bystre żółte oczy Tomasa monkey wpatrującego się we mnie zza szyby, ale jak tylko wstałam, to zwial, a raczej poszybował, bo one pokonują takie duze przestrzenie skacząc między konarami drzew, że wwyglada, jakby fruwaly. Tomasy w tych stronach są płochliwe, nie przyzwyczajone do bliskiego przebywania z ludźmi, ale wszystko przed nami, damy sobie czas:) Tak więc mieszkam sobie w zachwycie i mieszkam tak od trzech tygodni i zachłannie tu mieszkam, bo kazda godzina spędzona poza ma Arkadia, bo przecież trzeba czasem do wioski jechać czy do miasteczka po sprawunki - dłuży mi się, gna mnie spowrotem. Czasem, gdy jestem w tym swym siódmym niebie, zastanawiam się, czy oby już nie umarłam i nie miałabym nic przeciwko, gdyby tak miało wyglądać życie wieczne, moja iddylle zakłóca tylko jedna troska, że ten raj, kiedyś się skończy, bo nie jestem niezależna finansowo, to jeszcze nie moja ziemia dla moich turystów i moich fantastycznych projektów rozwojowych i zarobkowych, to jest jedynie przystanek w drodze do zakupu mego skromnego kawałka nieopodal stąd, niestety mam zbyt skromne środki toteż droga do finalizacji transakcji jest długa i wyboista, jak wszystkie drogi na Sumatrze. Ale wracając do uroczego miejsca w którym teraz przebywam, to jest ono tak idealne, że staram się nie myśleć o jutrze i środkach na życie, bo tu życie jest proste i tanie, gorzej, gdy trzeba co miesiąc ubiegać się o wizę, bo to tanie nie jest.

Gdy pisałam posty o magicznym Bukit lawang oraz o przepięknym ośrodku dla turystow- Batu Mandi, gdzie nie mogłam doczekać się świtu, by dać nura do ogrodu i rzeki, nie znałam wówczas gesthaus Lucky Bamboo ani nie spodziewałam się, że dane mi będzie mieszkać jeszcze piękniej nad Landa River tuż przy samej dżungli, z rzeką na własność, jakieś 20 min drogi od Bukit lawang motorem przez las i urwiska. Tak po prostu dowiedziałam się niby przypadkiem, że ta cudna chatka na wzgórzu, która czesto mijaliśmy po drodze podczas poszukiwań naszej ziemi, wybudowana przez francusko- indonezyjska rodzinę, może być do zamieszkania dla mnie od zaraz, bo właścicielem jest nasz znajomy, goszczący moich turystów w swym gasthausie w Bukit lawang, więc jemu bardzo byłoby na rękę, by ktoś zaopiekował się tym domem, on nie ma czasu.

Zdjęcia: Bukit lawang, Sumatra, Czy może być piękniej?, INDONEZJA
Bukit lawang, Sumatra, Czy może być piękniej?, INDONEZJA



Tu na odludziu nie docierają pieśni z meczetu i czas odmierzany jest odgłosami zwierząt oraz sąsiadów zza rzeki: rano ptaki i małpy, po południu ok. 15 wraca trójka rodzeństwa ze szkoly, dzieciaki idą rzeką w eleganckich bialo - czerwonych mundurkach szkolnych, a dokładnie o 18 godzinie slysze pasterza poganiajacego swoje stadko kóz, a tuż przed zmrokiem słuchać nawoływania Thomas monkey, które zamieszkaly tuz przy mym ogrodzie na gigantycznym durianie, a ostatnio nawet orangutany slyszelismy. W tym magicznym domku, też są różne ciekawe odgłosy i historie, bo nie jestem tu jedynym lokatorem, ale pozostali są nieśmiali, więc z reguły ich nie widzę. Pod dachem mieszka luwak i strasznie czasem w nocy hałasuje, za to mrówki są cichutkie i jak nic pomagaja mi zadbac o porządek w kuchni, a największą rewelacja jest mój niewidoczny pies. Czasem słychać w domu szczekanie, a czasem gdakanie, bo pod stolikiem na parterze mieszka jaszczurka- gecko i to ona czasem wydaje takie fantastyczne dźwięki, biedactwo nigdy mi się nie pokazało, tylko uciekający ze stołu szczypiorek zdążyłam zobaczyć i już skłonna byłam uwierzyć w dżiny, w które wszyscy tu wierzą i jak kolejnym razem zobaczylam pomykajaca po podłodze pietruszkę, to zawołałam na pomoc mego przyjaciela, ale on rozwiał moje podejrzenia, co do istot zza światów i okazał się tym razem niewierzący, ale mego pseudo psa spod tej pietruszki nie udało mi się dojrzeć, za to jego szczekanie słychać nawet z dworu, zza drzwi, no broni obejścia.

\\\"Czy ty się tam kochana nie nudzisz na tym odludziu, czy dziczejesz?\\\" Usłyszałam razu pewnego od koleżanki, gdy złapałam niechcacy lepszy zasięg internetu wchodząc po drabinie na bananowca i poświęcając sobie telefonem, bo już zmierzchalo. Trochę brakuje mi ostatnio czasu -odrzeklam zdyszana, no nie można się tu nudzić, pogoda bardzo zmienna jest, ale od trzech dni słońce nieustannie daje do wiwatu i nie zawsze oglądam świat ze swego hamaka, bo tu jest taka energia, że można się zapomnieć, gdyż dziś cały dzień byłam tylko o arbuzie, Remi pojechał załatwiać sprawy urzędowe do pomiaru ziemi, a ja posprzątałam cały dom, umyłam podłogi, pilowalam bambusy na półki, układałam dalszy ciąg mozaiki z kamieni na chodniku, wyszorowalam drewnianą podłogę na balkonie, poszłam sprzątać przyszła naszą ziemię, czyli olbrzymie kopce liści w lesie - trochę próbowałam je spalić i mało pożaru nie zrobilam, bo wiatr zawiał, co jest rzadkim tutaj zjawiskiem, w końcu dałam sobie spokój z liśćmi, gdy poczułam swąd moich gumowych klapkow, a moje nogi się też podwędzily i wydepilowaly przy tym ogniu, więc poszłam do rzeki, by zmyć pot, a zalewał mi oczy dokumentnie, na czole dostalam potowek, bo to chyba nie był dobry pomysl, by w środku upalnego dnia rozpalać w tropikalnym lesie ognisko, ale jak weszłam do rzeczki, to zapomniałam o relalaksie, bo odkryłam urocze miejsce na spa dla turystów, ale w wodzie pływało dużo bambusów i gałęzi, więc zaczęłam czyścić dno, a potem wpadłam na genialny pomysł, by lekko zmienić bieg rzeki, by płynęła bliżej naszej przyszlej ziemi, no więc własnoręcznie usypywalam kopce z kamieni i robiłam tamę. Jednak w końcu zrezygnowalam z tej katorżniczej pracy, obiecałam sobie przy pochmurnej pogodzie zawracać rzekę:) Gdy przyjechał Remi, była już godz. 19. Stwierdził, że jest zmęczony, bo wszędzie spotykał znajomych i trzeba było pogadać z każdym, nawet w urzędzie wojewódzkim nie chcieli go bez kawy i pogaduszek wypuscic. Toteż orzekł, że koniec mej sielanki, że musimy jechać do żony właściciela ziemi pogadać dla dobrych relacji i coś zjeść i właśnie sobie przypomniałam, że nawet z śniadania nie jadłam tego dnia😊

Negocjacje w sprawie kawałka sumatrzańskiej ziemi ciągną się już drugi trzeci tydzień. Podczas ostatniej dyskusji, gospodarz stwierdził, zgoda, po czym oczy mu się zaświeciły i przyznał mi rację, że na jego ziemi panuje niezwykła energia, po czym stwierdził, że nawet często pojawiają się dżiny, że nawet mi pokaże, mnie też się zaświeciły oczy, bo oczywiście odkad zawitałam do Indonezji, ciągle słyszę tu opowieści o dżinach i jeszcze żadnego nie widziałam, no może poza pomykajaca po podłodze pietruszka, ale ma się to, w co się wierzy, a w pietruszki to oni nie bardzo wierzą, w ogóle to mało śiwieżych owoców i warzyw tu się jada. Gospodarz zapewniał mnie, że jak najbardziej, też mogę się nauczyć widzieć dziny, ale widok to nieprzyjemny! ludzie maja tu bardziej rozwinięte postrzeganie pozazmysłowe, nie tylko odczuwają różne energie, ale widza duchy, te gorsze wibracje jawią im się jako straszydła, niektórzy są tak przyzwyczajeni do tych widoków, że te niedoskonałe byty: z połowa twarzy, że zwisającymi kawałkami skóry, z czerwonymi zrenicami są dla nich tym, czym dla mnie tarantula - po prostu wiem, że można ją tu spotkać, widziałam z daleka i nie życzę sobie jej więcej widziec, preferuje zombi, nawet bez oczu, uszu, nosa, skóry czy kości. Krąży o Indonezji żart, że gdyby nie śmiesznie niskie ceny prądu, wszyscy poszliby z torbami, bo przynajmniej jedno światło na noc mausi być w domu zapalone, z uwagi na dżiny. Powiedzialam naszemu wlscielowi ziemskiemu, ze te enerie o niskich wibracjach na pewno nie są miłym widokiem, ale godnym wspolczucia i zgodził się z tą ma dygresja, powiedział, że lubi obserwować dżiny w swym lesie. Nie wszystko jest doskonale, większość kotów w indonezji nie ma ogona, a raz spotkałam kota mutanta z dwoma parami uszów, no ale koty to byty doskonale, jak dla mnie, a i dla gospodarza też, toteż tak powolutku rosła miedzy nami nić porozumienia i sympatii, bo ileż można mówić o ziemi, metrażu, cenie i naszych ekologicznych projektach zarobkowych, na tym temacie spędziliśmy ponad tydzień posiedzeń.On zapalił się do naszych pomysłów, jego rodzice i bracia też, chcą nam ciut spóscic z ceny, byśmy mogli szybko zacząć działać i byśmy rowniez na jego, pozostałej ziemi (a ma hektar, nas stać tylko na 80 m kw. ) postawili jakaś prosta chatkę z bambusa, dla turystów, bo on nie ma pieniędzy ani wiedzy o turystach z Europy. Gospodarz i jego rodzina, to \\\"ubodzy\\\" ludzie, w ich chacie z paru desek jest tylko telewizor, podłoga to klepisko, ale co roku sprzedają jakiś fragment ze swych hektarów, a są to niemałe pieniądze, jak na tę część Azji, cała pięcioosobowa rodzina spokojnie z tego może żyć przez rok, a poza tym zajmują się drobnym handlem. Nie wiem, co robią z pieniędzmi z tych sprzedaży, ale na pewno nie inwestują. Bardzo się cieszą, że na ich ziemi też im pomożemy coś zorganizować, że na początek chociaż uprzątnięty i posadzimy trochę drzew szlachetnych i może zejście do rzeki zrobimy, schody ze skarpy, wszyscy są bardzo podekscytowani, tylko nie żona wlasciciela. Ona ani razu nie uczestniczyła w naszych obradach, a gdy razu pewnego podczas pierwszej wizyty w ich domu ukazała się w drzwiach, to śmignela jak błyskawica do innego pokoju, zatrzasnęła drzwi i powiało grozą, bo okazało się, że toczy z mężem wojenkę. On cichy, poczciwina przepraszał, że żona chwilowo nie mogła się z nami przywitać, gdyż jest na niego obrażona. Toteż chłopina od tygodnia stara się ja udobruchać, już się ponoc pogodzili- jak nas ostatnio poinformował, ale jak usłyszała, o nas i o sprzedaży kawałka ziemi, to podwyższyła cenę. No cóż, gdybyśmy mieli więcej, to byśmy wyłożyli, bo przez to czekanie, tracimy, nie zarabiamy, nie organizuje żadnej grupy turystycznej, bo skąd wziąć czas.Jak się człowiek dopiero uczy indonezyjskiego, to takie negocjacje są bardzo żmudne, a przestrzenie, które na motorze musimy codziennie pokonywać duże. A uparlam się na ten kawałek ziemi, bo miejsce jest magiczne, tuż obok domu, który obecnie zamieszkuje, totez nie mogę juz myslec o żadnym innym i skłonna jestem uwierzyć w dżiny i nawet prosić je o pomoc.



Ten kawałek dżungli, to miejsce magiczne, tuż obok domu, który obecnie zamieszkuje, totez nie mogę juz myslec o żadnym innym miejscu na ziemi i skłonna jestem uwierzyć w dżiny i nawet prosić je o pomoc.Lecz póki co zapraszam do współpracy osoby kreatywne, kochające przyrodę i przygodę. Słowem zapraszam do tego magicznego domu i na kolejne relacje na mym blogu: https://www.remjungle.com/2018/08/negocjacje-w-sprawie-sumatrzanskiej.html?m=1

Zdjęcia

INDONEZJA / Sumatra / Bukit lawang / Mój ThomasINDONEZJA / Sumatra / Bukit lawang / Czy może być piękniej?

Dodane komentarze

baobab-ka dołączył
02.10.2015

baobab-ka 2018-10-31 00:16:19

Najważniejsze pozytywne podejście do życia. Pisz, Margolencjo!:)

Margolencja dołączył
08.07.2017

Margolencja 2018-08-27 17:11:39

Tom 1971 Cieszę się, że ta energia się udziela, może spotkamy się kiedyś w tych pięknych okolicznościach:) Pozdrawiam srdecznie

tom1971 dołączył
10.10.2016

tom1971 2018-08-27 13:31:00

W takim miejscu nie czułbym chyba braku internetu, myślę że miałbym szansę na pozbycie się poczucia braku czegokolwiek. Rzadko kto pisze z tak szczerymi i pozytywnymi emocjami ,a to się udziela ,dzięki :)

Margolencja dołączył
08.07.2017

Opowiadacz dołączył
11.07.2018

Opowiadacz 2018-08-20 23:36:25

Pojechałbym ale ten internet na bananowcu, w świetle Księzyca, mnie zniechęca.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl