Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Wschodnia Odyseja Cz.1 Ukraina początek > UKRAINA, MOłDAWIA, RUMUNIA


Za horyzont Za horyzont Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie UKRAINA / Odessa / Odessa / Wschodnia OdysejaPierwsza część Wschodniej Odysei ekipy Za horyzont - z pewnością będziecie czekali na kolejne :-)

W czasie naszej kilku dniowej motocyklowej podróży przeżyliśmy kilka ciekawych momentów. Granica w Medyce i od razu inne realia. "Mrówki" dookoła i te ukraińskie drogi, sama radość.

Medyka, przejście graniczne z Ukrainą. Czułem rosnące napięcie, już za chwilę będziemy w innym świecie. W kraju o którym tyle się słyszy. Pogłoski odnośnie bandytyzmu, brawurowej jeździe, biedzie, cwaniactwie, łapówkarstwie i ukraińskiej wódce. Prawda czy fałsz? Jeszcze po polskiej stronie robimy ostatnie drobne zakupy. Krótka, kilkuminutowa przerwa. Zaczynają oblegać nas „mrówki”.
- A może wódeczkę, panowie kupią? – pyta nas kobieta po pięćdziesiątce
- Ale po co? My do Was jedziemy, a tam wódki pod dostatkiem
- Dokąd jedziecie? – uśmiechnęła się pokazując srebrne zęby
- Do Odessy
- O Boże to kawał drogi – wykrzykuje kobiecina, chwytając się za głowę – Odessa droga, uważajcie na siebie, bo jest niebezpiecznie.
Pocieszyła nas niezmiernie. Takie pytania powtórzyły się jeszcze kilkukrotnie.

Nasze motocykle przykuwały ogromną uwagę. Standardowy zestaw pytań to: jaka pojemność, ile wyciągnie i jaki drogi. Miałem wrażenie, że pytanie o cenę jest najistotniejsze. Nieważne jest zawieszenie, jak silnik działa, tylko magiczne słowa „Skolka kosztuje?”. Jak by wszystko dla Ukraińców miało wymiar materialny. Dla nich suma 1500 $ - bo tyle ok kosztował jeden motocykl – była niebotyczna. Ile to będzie trzeba pracować? Ile to wyrzeczeń? Czy się opłaca? Może takie pytania kołatały im się w głowach.

Odprawa przebiegła bez najmniejszych komplikacji. Nie było rozpakowywania całego bagażu, jednoznacznych aluzji, że w paszporcie brakuje dziesięciu „baksów”. Szybko, gładko, przyjemnie i z życzeniami szczęśliwej drogi. Szło jednak za dobrze. Kilka kilometrów dalej wszystko wyszło na jaw.
- Szymon, nie wziąłem portfela z dokumentami – oznajmił mi Eryk
- To znaczy, że co? – z lekkim zdziwienie spytałem
- Nie mam ani prawa jazdy, ani dowodu osobistego, ani kart kredytowych . Zadzwonię do Aśki to mi przywiezie. Będziemy musieli czekać.

Czekaliśmy parę godzin. Z nieba lał się żar. Schowaliśmy się pod dachem stacji benzynowej. Okolica typowo przygraniczna. Mało urodziwa. Stare domy, dużo sklepów i jeden kantor. Właściciel trochę się zdziwił jak wymieniłem u niego sześćdziesiąt jedno dolarówek. Sprawdzał je sumiennie, czy niepodrobione. Co jakiś czas podjeżdżał na stację samochód na polskich rejestracjach. Tankował się do pełna, bo na Ukrainie paliwo jest tańsze. Płacić trzeba gotówką. Czasami można i kartą, ale często musi zostać jako depozyt u sprzedawcy. Na stacji na której się zatrzymaliśmy oprócz paliwa nic innego nie było. Kasjer nie ruszał się ze swojej budki. Ze światem łączyło go małe okienko, przez które pobierał należność. Tankować pomagał drugi pracownik. Informował on, kasjera o należności jaką ma pobrać. Tak to funkcjonowało. Po dwu godzinach miałem już dość czekania. Chciałem ruszyć w drogę. Po kolejnych dwóch, nasze silniki rytmicznie zagrały „walca”. Ruszyliśmy. Ku Odessie, ku przygodzie.

Drogi są niczym arterii Państwa. Dostarczają potrzebnych składników do jego funkcjonowania. Codziennie niezależnie od kraju miliony pojazdów coś przewożą. Jedzenie, alkohol, papierosy, odzież, materiały budowlane. Wędrują one z miejsca na miejsce, pokonując czasami kilka tysięcy kilometrów i to wszystko drogami. Znaczy, że muszą być ważne?! Najlepiej gładkie jak dywany, równiutkie niczym stół, no bo jak inaczej organizm jakim jest Państwo będzie funkcjonował. Teoria ta jest błędna. Została obalona szybko i dynamicznie, w momencie kiedy przekroczyliśmy granicę z Ukrainą. Pierwsze kilometry mnie zaskoczyły. Przed nami był Lwów, pod nami piękna droga wyremontowana na Euro 2012, szeroka, gładka. Kierowcy nam zjeżdżali, jechało się bezpiecznie. Sielanka skończyła się wkrótce. Na wysokości Lwowa, zrobiliśmy postój. Na pytanie tubylców jaka droga jest do Ivano Frankowska, odpowiedź padała prosta „ch…”. Nie może być aż tak źle. Przecież teraz „płynęliśmy”, niesieni niczym jacht na pełnym morzu. Jak zła musi być, że nawet Ukraińcy w tak „ciepłych” słowach się wypowiadają.

Nie mogłem w to uwierzyć dopóki tego nie zobaczyłem. Byłem jak niewierny Tomasz. Nie umiałem sobie wyobrazić, że droga może tak wyglądać. Dziura w dziurze. Ser szwajcarski by pozazdrościł tylu otworów. Jedna w drugiej. Jakby prześcigały się, która będzie większa. Na której samochód urwie zawieszenie, a może rozwali oponę. Do tego wszechogarniający kurz. Podrywał się z każdym podmuchem wiatru. Wdzierał się pod kask, szczypał w oczy. O szoso ile problemów nam teraz narobiłaś! Ile nerwów nas kosztujesz! Podziurawiona, stanowiła tor przeszkód. Skręt w lewo, prawo, hamulec, gaz, tak to wyglądało. Czasami fantazja poniosła i z impetem wpadało się w te otwory piekielne. Jak by za karę. Wtedy trzeba było przepraszać motocykl. Pogłaskać po baku, powiedzieć kilka słów. To w końcu on nas wiezie. Skupieni musieliśmy być na sto procent. W czasie jazdy panowała wolna amerykanka. Tam gdzie był kawałek płaski, bądź wysypany zbawiennym kruszcem od razu był oblegany przez pojazdy, nieważne z którego kierunku jadące. Ważne, że przez tą krótką chwilę można było czuć się „normalnie”. Podziwiane krajobrazy było odsunięte na dalszy plan, kiedy przed nami mieniły się drogi jak po bombardowaniu. W miastach nie było wcale lepiej. Jedna taka mieścina, całkiem sporych rozmiarów, przez którą wiodła długa na kilka kilometrów szosa, sprawiała wrażenie jakby zaledwie wczoraj przeszła przez nią „asfaltowa szarańcza”. Spustoszyła wszystko co było na drodze, zostawiając okruchy tego co kiedyś nazywano asfaltem. Eryk sfrustrowany całą sytuacją wybrał chodnik do jazdy.



Nie wiem, jak Ukraina funkcjonuje przy takiej infrastrukturze? Jakie są terminy dostarczania towarów, kiedy czasami pięćdziesiąt kilometrów pokonuje się około dwóch godzin. Jak w ogóle sami Ukraińcy to wytrzymują? Wiem jedno, do życia podchodzą z uśmiechem. To ich ratuje. Po co się zamartwiać, lepiej nauczyć się żyć z tym co każdy nowy dzień przynosi, wtedy jest łatwiej.

Szymon Springer
www.zahoryzont.net

Zdjęcia

UKRAINA / Odessa / Odessa / Wschodnia OdysejaUKRAINA / Odessa / Odessa / Wschodnia OdysejaUKRAINA / Odessa / Odessa / Wschodnia OdysejaUKRAINA / Odessa / Odessa / Wschodnia OdysejaUKRAINA / Odessa / Odessa / Wschodnia Odyseja

Dodane komentarze

Za horyzont dołączył
20.08.2012

Za horyzont 2013-12-29 12:13:52

"Będą, proszę o trochę czasu"

[konto usuniete] dołączył
03.07.2010

[konto usuniete] 2013-12-29 11:44:56

Fajnie napisane. Czekam na dalsze odcinki. Tylko wklejcie jakieś zdjęcia z krajobrazów, bo na razie same motory.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2021 Globtroter.pl