Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Podróż GRUZJA, ARMENIA - TURCJA > GRUZJA, ARMENIA, TURCJA


Leoncjo Leoncjo Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie GRUZJA / Wschodnai część centralnego Kaukazu / Stepancminda / Zawoalowany majestat MkinwarcweriGruzja i Armenia często pojawia się w planach globtroterów, polecamy więc relację oraz refleksje z kilkutygodniowej podróży po tych krajach oraz powrocie wybrzeżem Morza Czarnego.

SIEROTY SOJUZU I PRTENDENT DO RĘKI UNII

Pierwszy raz usłyszałem o Gruzji z ust Grigorija Saakaszwilego, jednego z bohaterów „Czterech Pancernych i Psa”. Było tego raptem kilka zdań, z których wynikało, iż jest to kraina ośnieżonych górskich szczytów, szczerych i pogodnych ludzi. W pamięci sześciolatka, jakim wówczas byłem, pozostały niezrozumiałe wyrazy, intrygujące w brzmieniu nazwy, które nie sposób było poprawnie powtórzyć. Szkoła wzbogaciła tę wiedzę o kilka historycznych nazwisk, a ówczesna telewizja sprowadziła wizerunek Gruzinów do tancerzy zespołów folklorystycznych.

Zdjęcia: Stepancminda, Wschodnai część centralnego Kaukazu, Zawoalowany majestat Mkinwarcweri, GRUZJA
Stepancminda, Wschodnai część centralnego Kaukazu, Zawoalowany majestat Mkinwarcweri, GRUZJA



Mijały lata, a o tym kaukaskim kraju przypominałem sobie tylko przy okazji kolejnych emisji „Pancernych”.
Kiedy znudziły mnie podróże zorganizowane przez agencje turystyczne do zatłoczonych miejsc, w których wszyscy już byli, lub niebawem będą, przypomniałem sobie o nie tak odległym, a jednocześnie bardzo „egzotycznym” dla większości Polaków kraju. Sporadycznie pojawiające się w prasie artykuły, jeszcze rzadsze relacje z podróży oraz przewodniki rozpalały moją wyobraźnię. Postanowiłem zobaczyć na własne oczy “Herbaciane pola Batumi”, niebotyczne szczyty Kaukazu i przepojone mistycyzmem monastyry. Łatwiej jednak postanowić, aniżeli zrealizować. Mijały kolejne lata, a moje marzenie pozostawało niezrealizowane. Tanie linie lotnicze wyeliminowały najpoważniejszą przeszkodę w dotarciu do Gruzji. Niestety, jak się później okazało, sprawiły także istotną zmianę stosunku gospodarzy do odwiedzających ich masowo turystów, także z Polski.

Zdjęcia: Jaskinia Prometeusza, Sataplia, Mariaż światła i kamienia, GRUZJA
Jaskinia Prometeusza, Sataplia, Mariaż światła i kamienia, GRUZJA



Przed rokiem zrezygnowałem z wyjazdu, ponieważ znalazłem bardzo tani lot do Kutaisi, ale bilet powrotny był bardzo drogi. Kilka miesięcy później podobny układ cen sprawił, iż wyjazd nie tylko doszedł do skutku, a nawet zyskał na atrakcyjności. W styczniu, kiedy tradycyjnie przeglądałem oferty linii lotniczych, natrafiłem na przelot do Gruzji za 199 PLN. W odstępie 2-3 tygodni od podanych terminów, wszystkie kursy powrotne były horrendalnie drogie. Zatelefonowałem do przyjaciela, z którym podróżowałem po Krymie i powiedziałem mu o tym. Wówczas on odparł: „...no to co? Lećmy, a wrócimy na piechotę.” Jak to, „...na piechotę?”- zapytałem zaskoczony. „Normalnie, przez Turcję, wzdłuż Morza Czarnego i przez południowe kraje Unii.” „Chyba żartujesz?”, powiedziałem zaskoczony. „Bynajmniej” odpowiedział z powagą w głosie. Tego samego dnia kupiłem dla nas bilety. Klamka zapadła.
Refleksja przyszła znacznie później, podczas oglądania map. Wprawdzie, skoro już zdecydowaliśmy się na taki wariant podróży, postanowiliśmy się nie ograniczać do zwiedzania samej Gruzji, ale należało objąć nim także Armenię oraz wybrane miejsca w krajach, przez które przyjdzie nam przejeżdżać. Ja wpisałem na “top listę” Kapadocję, a mój przyjaciel Efez i Istambuł. Zima minęła nadspodziewanie szybko. Wczesna wiosna przyniosła sporo zaskakujących zmian w sferze prywatnej, ale także globalnej. Konflikt rosyjsko-ukraiński niepokoił nie tylko dlatego, że mógł mieć wpływ na nasze plany, ale również poprzez analogie do nie tak odległej wojny rosyjsko-gruzińskiej.

Zdjęcia: Monastyr Gerhard, Gerhard-Gogh, Trzymając się skał, ARMENIA
Monastyr Gerhard, Gerhard-Gogh, Trzymając się skał, ARMENIA



Bazując na doświadczeniach wywiezionych z Krymu, kompletowałem elementy wyposażenia i poszukiwałem praktycznych informacji. Wszystkie osoby, które były w Gruzji, a z którymi udało mi się spotkać, utwierdzały mnie w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji. Barwne opisy piękna krajobrazów, serdeczności i gościnności mieszkańców oraz wyjątkowości zabytków rozpalały wyobraźnię i powodowały, iż z niecierpliwością czekałem na dzień wylotu. Kiedy nadszedł i następujących po nim dwadzieścia kilka, spędzonych "w trasie", nie sposób zamknąć w kilkunastu zdaniach. Opisałem je w formie dziennika podróży, który opublikuję oddzielnie.

Teraz jednak chciałbym podzielić się kilkoma, bardzo ogólnymi, refleksjami.
Gruzja i Armenia, stanowiące główny cel wyjazdu, całkowicie spełniły pokładane w nich nadzieje na doznania estetyczne i turystyczne. Bogactwo absolutnie niezwykłych miejsc i obiektów jest tam tak wielkie, że nie w tygodniach, ani miesiącach, a raczej latach należałoby mierzyć czas potrzebny na choćby pobieżne zapoznanie się z nimi.
Początkowo, może to wywoływać dezorientację i poczucie bezsilności. Kiedy jednak już się z tym oswoimy, uświadamiając sobie, że daje to niemal nieograniczone powody do ponownych wyjazdów, powraca energia i entuzjazm.

Powszechne w Polsce opowieści o bezinteresownej nadgorliwości Gruzinów w goszczeniu przyjezdnych, należy traktować bardzo ostrożnie. Istotnie, Ormianie i Gruzini nie znają słów rozpoczynających się na „nie”. Są chętni do pomocy, bardzo otwarci i życzliwi. Niestety, płynąca tam od kilku lat fala turystów sprawiła, iż ich ciekawość przyjezdnych została zaspokojona. Przybysze, z szeroko rozumianego „zachodu”, stali się za to źródłem dodatkowego, a często podstawowego dochodu. Bezinteresowność została zamieniona na uczynność, za którą jednak oczekuje się zapłaty. Czy należy się temu dziwić? A czy my jesteśmy inni? Jeśli tak, to tylko w gorszym tego słowa znaczeniu. Oczywiście, im dalej od miast, turystycznych szlaków, tym łatwiej o zanikające przymioty zamieszkujących Kaukaz nacji. Jeśli ktoś właśnie tego szuka, to nie rezygnując z możliwości obejrzenia najstarszych zabytków architektury chrześcijańskiej powinien wybrać się tam, gdzie docierają jedynie piechurzy. Mniej zdeterminowanym, ale zainteresowanym „prawdziwą” Gruzją czy Armenią sugeruję korzystanie z bardzo taniego transportu publicznego i nieco droższego, ale niezwykle sprawnie działającego systemu transportu prywatnego. Zarejestrowane taksówki a także te „półlegalne”, to nie tylko sposób na dotarcie do często bardzo odległych i trudno dostępnych miejsc, ale także bogate źródło wiedzy.

Kierowcy, szczególnie ci starsi, to ludzie o bogatej osobowości i ciekawych doświadczeniach życiowych. Odrobina życzliwości, choćby szczątkowa znajomość języka rosyjskiego, no i pieniądze, dzięki nim, otwierają drzwi do świata niedostępnego dla klientów biur podróży. W przeciwieństwie do tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w naszej części Europy, nie stajemy się jedynie anonimową stroną umowy handlowej, która wygasa po zatrzaśnięciu za sobą drzwi samochodu. Wsiadając do taksówki, mimowolnie nawiązujemy bliższą więź z kierowcą. Po kilkudziesięciu kilometrach możemy, jeśli tylko wyrazimy zainteresowanie, poznać historię rodziny kierowcy, jego poglądy polityczne, zainteresowania. Taka podróż, to wspólne posiłki okraszane anegdotami i żartami. Jeśli zdecydujemy się na kontynuowanie znajomości, można być pewnym zaproszenia do domu, choćby tylko po to, ażeby przechować tam część bagażu, wypić kawę czy koniak, ale także przeprać coś, czy wysuszyć mokre ubranie. Wprawdzie płacąc, kupujemy sobie prawo do przejazdu, a nawet swoistej informacji turystycznej, ale otaczająca pasażerów troska, wyrażana szczerym zainteresowaniem wszystkim, co ich dotyczy, poczęstunkami, wsparciem logistycznym są całkowicie darmowe.

Gruzja i Armenia to przede wszystkim bogactwo historyczne, którego namacalne pozostałości nierzadko sięgają pierwszych wieków czasów nowożytnych z licznymi odniesieniami także do antyku. Nie należy jednak zapominać o historii najnowszej. To właśnie dzięki niej jesteśmy tam przyjmowani jak starzy, choć dawno nie widziani znajomi. Wśród starszego i średniego pokolenia czasy ZSRR, a zatem i RWPG są nie tylko żywe, ale czynią z nas, Polaków „swojaków”. Młodsze pokolenie Gruzinów życzliwie pamięta nam zaangażowanie po ich stronie w czasie konfliktu z Rosją.
W obu przypadkach działa to na naszą korzyść. Charakterystyczne są też postawy wobec naszego wspólnego sąsiada. Ich podział przebiega generalnie dwoma liniami: pokoleniową i geograficzną. Im starszy rozmówca i mieszkający dalej od Kaukazu, tym życzliwiej nastawiony do „Sojuza” i obecnego „cara”. W niemal wszystkich miejscowościach, przez które przejeżdżałem, stoją „pomniki” dawnej prosperity. Obecnie opuszczone i przeżarte rdzą, wywołują wśród starszych mieszkańców nostalgię za Związkiem Radzieckim. Bynajmniej nie z braku poczucia patriotyzmu, bo dla nich ojczyzną jest cały dawny ZSRR, ale z przekonania, iż nowy podział administracyjny dawnego imperium stał się przyczyną ich pogarszającej się sytuacji ekonomicznej, poczucia osamotnienia. Swoistej choroby sierocej. Odrzucenie protektoratu Rosji nie spowodowało automatycznej adopcji przez świat zachodu. Młodzież również przejawia swoiste rozgoryczenie, choć nie wiąże go z odcięciem się od Moskwy.

Dla dwudziesto, trzydziestolatków niezrozumiałe jest to, że Europa ignoruje ich aspiracje do pełnej integracji, a kolejne rządy bardziej przypominają w prowadzonej polityce wewnętrznej, swoich socjalistycznych poprzedników, aniżeli zachodnich technokratów.

Podróż przez aspirującą do Unii Europejskiej Turcję i będącej jej członkiem Bułgarię, przywodzi inną refleksję. Gdyby odrzucić względy polityczne, to nawet odległe regiony dawnego państwa osmańskiego są na zdecydowanie wyższym poziomie ekonomicznym i technologicznym, aniżeli kraina Bułgarów. Również mentalnie, napotykani Turcy sprawiali wrażenie bardziej europejskich, aniżeli „pełną gębą europejscy” sąsiedzi, choć trzeba uczciwie przyznać, że i my w tym porównaniu wypadamy bardzo blado. Najwidoczniej, czy chcemy, czy nie, dotyka nas wszystkich syndrom sieroctwa po Sojuzie.

Truizmem jest stwierdzenie, iż „podróże kształcą”. Uświadomienie jednak sobie, że uzyskiwana w ten sposób wiedza dotyczy nie tylko odwiedzanych miejsc ale także, a może przede wszystkim nas samych, bywa zaskakujące. Życzę wszystkim, jak najwięcej inspirujących zaskoczeń.

Zdjęcia

GRUZJA / Wschodnai część centralnego Kaukazu / Stepancminda / Zawoalowany majestat MkinwarcweriGRUZJA / Sataplia / Jaskinia Prometeusza / Mariaż światła i kamieniaARMENIA / Gerhard-Gogh / Monastyr Gerhard / Trzymając się skał

Dodane komentarze

obserwatore.eu dołączył
14.04.2014

obserwatore.eu 2014-09-08 11:48:36

Pięknie. Znajomi podróżowali również konno po górach mini-grupką z przewodnikiem polskim - byli absolutnie zachwyceni.

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl