Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

W magicznym domu na Sumatrze > INDONEZJA


Margolencja Margolencja Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie INDONEZJA / Sumatra / Bukit lawang / W moim magicznym domuDziwne buczenie niczym spięcie w przewododach elektrycznych, dudnienie na dachu, jakby stado bawołów przebiegało, wedrujacy po podłodze dywanik, kaleki gecko szczekajacy juz barytonem, świecące w nocy zielone oczy w łazience - tak jest w moim magicznym domu, wszystko się zdarzyć może...


Zanim będzie część trzecia i mam nadzieję ostatnia w temacie zakupu ziemi, na Sumatrze, to pare historii o tajemniczych lokatorach mego domku na skraju lasu deszczowego, no może nie mego, bo dostałam go do zamieszkania tylko na jakiś czas i o dziwo bliżej nieokreslony. A czuję się tutaj jak zaklęta, czas płynie wartko, jak rzeka, która wezbrała groźnie, bo nastala wlasnie pora deszczowa. Chatka znajduje się niedaleko mojej ziemi, no jeszcze nie mojej, ale czas na sfinalizowanie transakcji jest juz okreslony i w tym tygodniu formalności ma sie stac się zadość, ale zobaczymy, juz niczego tu nie jestem pewana. A wlasciciel tego domu, jest rownie tajemniczy, jak stworzenia, z którymi dane jest mi dzielić to lokum- nie widuję go, odkąd dał mi klucze:). Nie miał on za bardzo czasu zajmować się ta cudną posiadłością z olbrzymim ogrodem, czy chocby wynajac. Nie wiadomo ile czasu dom byl niezamieszkały, ale wiadomo, domy długo puste stać nie moga, totez osiedliły się tu różne stworzenia i byty niższego rzędu, typu strzygi, wampiry i dżiny, te ostatnie to domena Indonezji, wystepuja tutaj nagminnie, ale ja ich jeszcze nie widzialam, moja percepcja jest zbyt uboga. Gdy się tu wprowadziłam, nie miałam zbyt dużo roboty z urządzaniem, chatka bardzo wygodnie zorganizowana, z dwoma łazienkami: jedna na parterze, druga na piętrze w sypialni, eleganckie, w standardzie europejskim, widać, że budowano z myślą o turystach. Wszędzie, poza sypialnią i drewnianymi schodami, kafle na podłogach. Nie musialam zbytnio odgruzowywac, z miotłą i szmatą dałam radę w jakieś trzy godziny, za to mój przyjaciel Remi...ten miał więcej roboty, bo odczynial czary, przepedzal dziny. I trwało to niemal dzień caly, to jego odczynianie, zadanie wymagające czasu i koncentracji, toteż nie dziwiota, że gdy tak uwijalam się w pocie czoła ze szmatką w trzydziestostopniowym upale, nie mogłam doprosić się o dostarczenie wiadra z wodą na piętro, bo on miał powazniejsze sprawy na glowie: siedział na ganku, siedział na tarasie, czasem dla animuszu łyknął sobie kawy i zapalił, czasem przeszedł się po ogrodzie i odczynial i się koncentrował i nawet radzil sie kolegow. Wieczorem był juz solidnie zmęczony, ale zadowolony z rezultatow. Poinformował mnie, że spać juz mogę tutaj spokojnie, nic mi nie grozi. No miałam taką nadzieję, zdezynfekowalam, co tylko było można, materace pachniały świeżością.
Jednak nic z tego, spokojnie zasnąć się nie dało tej pierwszej nocy. Gdy tylko zaleglismy w łóżkach, rozlegl się chrobot pod sufitem, potem dudnienie na dachu i tupot, jakas gonitwa, ale za ciężkie odgosy jak na myszy, czy nawet szczury. Wiec budzę Remiego, który zdążył juz popaść w sen zasłużony i pytam, czy oby napewno rozprawił się ze wszystkimi dżinami i co tu sie teraz dzieje. Wychrapal, że zwierzata. No domyślam sie, ale jakie? Ponieważ okolica jest tak malownicza, jak w baśni, to po kolejnym dudnieniu na dachu wyobraziłam sobie stado jednorożców. Ale jednak nie, to nie one, dowiedziałam się, że to najprawdopodoniej luwak ( taka mieszanka kota z wiewiórka). Odkad zamieszkalam w Indonezji, chciałam miec udomowionego luwaka, ale teraz to nie była dla mnie dobra pora na zawieranie znajomości, choć dla tych nocnych zwierzat jak najbardziej. Remi w końcu się spionizowal i pogadał z luwakiem, a nawet z kilkoma, pozawerbalnie, telepatycznie pogadal i stał się cud, nastała zbawienna cisza, ale tylko na jakąś godzinę. Gdy ponownie luwaki wyrwały mnie ze snu, Remi chrapał beztrosko, użyłam wiec bardziej tradycyjnej metody komunikacji pozawerbalnej, skoncentrowalam sie na kiju od miotły i pomoglo, chociaz prawdę mówiąc, stukajac w sufit, ulżyłam sobie słownie, grożąc, że nie dam im zmrozyc oka za dnia. Zadziałało. Za to nad ranem, skoro świt obudziło mnie szczekanie. Hmm, czy my mamy w tym domu psa? Zastanawiałam się sennie. Wkrótce owo szczekanie zaczęło nabierać dźwięków gdakania. Czy kury też tu mamy? Ale to jakiś kuro-pies. I przypomnialam sobie nagle sumatrzanskie leopardy! Och, to historia godna osobnego posta, powiem teraz tylko tyle, że są...hm, by tak rzec: intersujace i zupełnie niegroźne. Widziałam je dwa razy, Remi pokazał mi je w lesie i aż dostałam czkawki, a potem...o tym kiedy indziej, póki co jeszcze nie są moimi współlokatorami.
Uświadomiłam sobie, że przecież tu zwierzeta sa dosyć nietypowe, nieco różnią sie od przedstawicieli tego samego gatunku z innych krajow, zarowno wygladem jak i zachowaniem. Dajmy na to taki bawół, jest łagodny jak baranek, można go poglaskac, jesli jest uwiazany łańcuchu, bo inaczej by zwiał. Większość indonezyjskich kotow nie ma ogona, tzn. mają króciutkie, jak króliki, no tak je natura stworzyla, bez ingerencji człowieka, a kiedyś w warungu (domowa knajpa) spotkalam kota mutanta, natura obdarzyla go chojnie, dwoma parami uszu. Koty z ogonem kroliczym, kroliki zachowujace sie jak koty i leopardy jak domowe siersciuchy to chyba tylko tu, przy równiku można zobaczyć, bo razu pewnego w innym warungu spotkałam królika, który zupełnie jak kot: wylegiwał sie rozciągnięty na środku podłogi, a gdy nam podano jedzenie, przyszedl sie łasic.Filmik z czterousznym kotem na mym blogu, link na dole.
Generalnie zwierzeta tutaj są łagodne, owady też:) Na przykład mrówki te domowe i ogrodowe nie gryzą, nawet gdy człek stanie na mrowisku, sprawdzone wielokrotnie:), podobnie pszczoły, a mam gniazdo na tarasie, są dwa razy mniejsze, od polskich, od nas trzymają się z daleka i wydają fantastyczne dźwięki, początkowo myślałam, że mamy jakies spięcie w przewodach elektrycznych, bardzo głośne spięcie, jak trzask w kablach wysokiego napięcia, ale tylko czasami i przez krotka chwile sie tak zachowują, a nie bzycza w ogole.
O pomykającym po podlodze pęczku natki pietruszki i to nie za sprawą dżina, a jaszczurki gecko pisałam w jednym z postów. To ona wydaje takie kurzo- psie dźwięki, ale gdy podwedzila moja zieleninę była jeszcze malutka, jakieś 5 cm miala, minęły juz trzy miesiące odkad zamieszkałysmy razem, sporo urosla (dobrze ją podkarmialam) i ten numer z kamuflazem warzywnym by już nie przeszadl, a ponadto juz nie jest tak niesmiala, dala mi sie sfotografowac i wowczas odkrylam, że bidulka nie ma jednej łapki, a ponieważ potroiła swe rozmiary, to i szczeka prawie jak doberman, toteż gdy w nocy przywedruje do pokoju, trzeba ją przeganiać na balkon.
W tym tętniącym życiem magicznym domu niemal codziennie ma miejsce pewna historia, początkowo na prawdę byłam skłonna uwierzyć w duchy. Gdy wracamy do domu, dywanik łazienkowy nigdy nie jest na swoim miejscu, wędruje na schody odległe jakieś pięc metrów od łazienki. Dopiero za drugim razem odkryliśmy niewielka dziure pod schodami, a po kolejnej dłuższej nieobecności zobaczylismy, w jakim celu owe nierozpoznane jeszcze stworzenia, go sobie przywlaszczaja: zatykaly te dziurę nieco większą niż piłeczka pingpongowa owym półmetrowym dywanikiem i to z siłą godna podziwu, jakieś trzydzieści procent tego grubego materiału wciągnęły do środka. Zastanawiałam się, kto: myszy za słabe chyba na takie przedsięwzięcie. Szczury? Remi stwierdził, że tu w lesie szczurów nie ma, a ponadto one nie maja w zwyczaju mościć sobie legowisk. Ale czy one chcą mieć z tego legowisko, czy poprostu chcą sobie zatkać norę, bo przeciag, by czuć się bezpieczniej? Już tylko ta kwestia mnie nurtuje, gdyż wiemy czyja to sprawka, bowiem pod balkonem na zewnątrz domu Remi odkryl druga dziurę i zaobserwowal wiewiórki. Od miesiąca, dzień w dzień, gdy wracamy wieczorem do domu rutynowo wyciągam z dziury pod schodami dywanik. Podziwiam optymizm tych stworzonek zupełnie niezrażonych rozmiarami materiału i niepowodzeniem przedsiewziecia. "Pancia już przyszła, nie musicie się bać, wkrótce zrobię wam drzwiczki z klameczka, a mej jedynej wycieraczki nie oddam ". Ten kto wymyślił porównanie: "uparty jak osioł", chyba nie miał do czynienia z wiewiórkami. Ich maniakalny upór zaczął przybierać na sile i już połowa dywanika tkwiła codziennie w dziupli, aż do dzisiaj, bo dziś na zewnątrz wystawała mniejsza jego część. O rzesz wy! Jutro postaram sie o drzwiczki z bambusa z klameczka i klodeczka.
Do rozmaitych dźwięków w chatce tej przywyklam, z pomoca Remiego nawiązałam nawet bliższy kontakt z trzynogim gecko, z dżinem kontaktu nie nawiązałam, choc razu pewnego bylam juz pewna, że oto stoję oko w oko z bytem spoza światów, bo wyobraźcie sobie, wchodzicie w nocy zaspani do ciemnej łazienki (latarki nie chciało mi się szukać, prądu już nie bylo, zresztą tylko na chwilę musiałam tam wstąpić) i nagle widzicie parę zielonych świecących oczu, a rozstaw tych oczu nie wskazywał, że należą one do zwierzęcia, ok. 30 cm odległości między jednym a drugim. No można się wystraszyć, totez wydarlam się troszeczkę, budzac nie tylko Remiego, ale i Thomas monkey spiace na sąsiednim durianie. Rem bez zaglądania do łazienki orzekł, że kompletnie nie znam sie na dzinach, bo te mają czerwone oczy, że to tylko świetliki. Zajrzalam wiec tam jeszcze raz i rzeczywiscie- rozstaw zielonych oczu się zmienił: jedno było pod sufitem, drugie na środku ściany. Świetliki w łazience, szczególnie gdy prądu brak, są jak najbardziej wskazane, nastrojowo, romantycznie i ekologicznie. Jednak musiałam zatkac uszkodzona siatkę w okienku wentylacyjnym, bo zrobiło się jeszcze bardziej nastrojowo, gdy wlecial do nas nietoperz.

Po zdjęcia zapraszam na mego bloga. A następna wyprawa na Sumatrę pod koniec stycznia. https://www.remjungle.com/2018/10/tajemniczy-lokatorzy-w-domku-na-skraju.html?m=1

Zdjęcia

INDONEZJA / Sumatra / Bukit lawang / W moim magicznym domu

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl