Artykuły i relacje z podróży Globtroterów

Przez Rumunię na Bałkany rowerem > SłOWACJA, WĘGRY, RUMUNIA, BUłGARIA, SERBIA, KOSOWO, CHORWACJA, ALBANIA, MACEDONIA, BOśNIA i HERCEGOWINA


Kaukaz i Bliski Wschód rowerem. Kaukaz i Bliski Wschód rowerem. Dodaj do: wykop.pl
relacje z podróży

Zdjęcie ALBANIA / wschód kraju / Kukes / BałkanyCałość relacji z podróży jak i mnóstwo zdjęć, filmów i przydatnych informacji znajdziecie na moim blogu:
http://kolemsietoczy.pl

Relacja pochodzi z bloga:
http://kolemsietoczy.pl
Po pierwszej, zeszłorocznej, dziewiczej wyprawie w Alpy kolejny wybór padł na Bałkany. Natchniony kilkoma relacjami z tamtego regionu już na długo przed planowaniem trasy wiedziałem, że właśnie tam pokieruje moje dwa koła. Jak i rok temu, także teraz nie miałem żadnego pewnego towarzysza. Szczęśliwie po zamieszczeniu ogłoszenia w Internecie odezwał się Kamil, a po niedługim czasie dołączył do nas Wojtek.

Przygodę czas zacząć.
Pierwszy etap przebiega przez Słowację z Popradem i Koszycami włącznie. Omawiając dalszy plan jazdy, za Rużomberokiem przeoczamy skręt przed autostradą na którą wjeżdżamy z nazbyt przepisową prędkością. Jadąc tak przez kolejne 4km stwierdziliśmy, że taka impreza może nas kosztować zbyt wiele i uszczuplić nasze portfele już pierwszego dnia o paręset euro. Wszystko było by dobrze gdyby był jakiś zjazd z owej autostrady w boczną drogę. Po jakiś 6km mijamy niewielką dziurę w ogrodzeniu ale nie zatrzymując się od razu. Spoglądamy tylko na siebie i po krótkiej dyskusji stwierdzamy, że trzeba wreszcie opuścić autostradę, zanim pierwsze opuści nas szczęście i trafimy na policję. Tak więc jakieś 400m za dziurą zawracamy i.... jedziemy autostradą pod prąd w dodatku bez obowiązkowego kasku na głowie . Oczywiście nie pochwalam, ale ciekawe ile pieniędzy zaoszczędziliśmy tego dnia...

Słowacja to zaiste atrakcyjny kraj który jednak przejechaliśmy mocno ekspresowym tempem ze średnią sporo powyżej 100km na dzień i już po 3 dniach przekraczamy granicę z Węgrami – pod względem jazdy rowerem - zdecydowanie najnudniejszym krajem w tej części galaktyki.
Zaraz za słupkami granicznymi zaczynają się pojawiać osławione węgierskie pola kukurydzy, pola słonecznikowe, przeróżne plantacje pomidorów i papryki oraz znaki zakazu jazdy rowerem. Jeśli chcielibyśmy się dostosować do wszystkich tych brzydkich znaków przejazd przez ten kraj zajął by nam co najmniej tydzień.

Wreszcie jest! Dnia piątego witamy się z tak długo wyczekiwaną Rumunią! Początkowo wrażenie nie jest jakieś szczególne. Można śmiało powiedzieć, że gdyby nie bramki na granicy ciężko było by zauważyć, że to już nie Węgry. Pola kukurydzy wyglądają wciąż tak samo, słońce dalej smaży nas niemiłosiernie, ale już niebawem to się zmieni. Z czasem okolica nabiera innych bawr. Ruch furmanek wzrasta, rynny z domów kierowane są bezpośrednio na ulice, a ludzie po raz pierwszy zaczynają nam machać i szczerze się uśmiechać na nasz widok.
W Rumunii zabalowaliśmy najdłużej. Kraj ten także jest jednym z najciekawszych jakie odwiedziliśmy. Jak wszędzie bogactwo przeplata się z biedą - co najbardziej widoczne jest na wsiach gdzie kilkudziesięcioletnie ledwo stojące domy kontrastują z pałacykami, a furmanki mijane są przez rozpędzone Porsche czy nowiutkie BMW. Jednak mimo to, niezależnie od majątku i pozycji społecznej ludzie zachowują się tak, że człowiek ma wrażenie jak by znał się z nimi nie 15 minut lecz co najmniej pół życia. Bardzo życzliwi, uśmiechnięci i spontaniczni. Kiedy przejeżdżamy widzimy co chwila kogoś machającego w naszą stronę, a za plecami słyszymy donośne POLONIA (to dzięki flagom które mamy na tyle roweru)! Ludzie w samochodach dopingują do jazdy i nader często trąbią. Czy to z życzliwości czy też jako przestroga przed nadjeżdżającą niesprawną Ładą - tego nie wiem. Jedyne co zdążyłem się nauczyć to to, że jeśli widzi się jakieś ciężkie auto w lusterku trąbiące od 200m i zbliżające się z stałą prędkością należy jak najszybciej odbić na pobocze lub też do rowu - w zależności od tego czym dysponuje droga. Cięższy ma pierwszeństwo, a przecież wygodniej jest mu zatrąbić niż przyhamować...

Oczywiście gościnności ludzi nawet nie ma co tutaj opisywać ponieważ jest to temat na osobną książkę i obawiam się, że opisując życzliwych nam ludzi w tak telegraficznym skrócie mógłbym ich jedynie obrazić. Jedno jest pewne – ludzie których spotkaliśmy – od bogatych współudziałowców sieci stacji benzynowych OMV, przez tzw. klasę średnią po najzwyklejszych, nie znających słowa po angielsku przydrożnych pijaczków. Wszyscy oczarowali nas swoją gościnnością i często mimo nienajlepszej sytuacji materialnej uraczyli nas tak bardzo, że aż czuliśmy się skrępowani. Ciężko zliczyć te wszystkie osoby u których czy to nocowaliśmy czy tylko zawitaliśmy na szybką herbatę. Wszystko to pokazuje jak bardzo są mylne stereotypy na temat Rumunii jak i krajów Bałkańskich.
Dlaczego tak jest, że jak słyszy się Rumunia, Serbia czy Kosowo człowiekowi w głowie oświeca się czerwona lampka? Ciężko jest mi to pojąć.
- "Bo przecież tam rabują, gwałcą i zabijają!". " Nie wrócisz, bo Cie okradną!".
Ile takich tekstów słyszałem przed wyjazdem. I co teraz? Sami Rumunie zdają sobie z tego sprawę. Mówią, że Rumunia ma zły wizerunek na świecie. Zgadza się... ale dlaczego? Być może przez cyganów? Tego nie wiem - cyganie przecież są wszędzie, a nie tylko w Rumunii.

Po krótkim odcinku w Bułgarii naszym kolejnym celem był właśnie Serbia i Kosowo gdzie mieliśmy przyjemność spotkać po drodze polską jednostkę KFOR stacjonującą gdzieś w okolicach Prisztiny. Utrzymując wciąż optymalny dzienny dystans 100km coraz bliżej byliśmy już kolejnej granicy. Ledwo człowiek wjedzie do kraju i zaczyna się do niego na swój sposób przywiązywać to już po 2,3 dniach trzeba się żegnać. Krzyże na kościołach ustępują coraz bardziej miejsca minaretom, aby zniknąć już całkowicie w Macedonii i Albanii.

Macedonia:
Pomimo częstego nocowania „na gospodarza” czasem przychodzi chęć odpoczęcia od ciągle tych samych pytań : Skąd, dokąd i po co? Idealnym do tego miejscem był Park Narodowy Mavrovo w Macedonii. Zdecydowanie najlepszy nocleg na wyprawie. Namioty rozbiliśmy na wysokości ponad 1500mnpm. Wokoło były tylko góry i niesamowita, niedająca zasnąć cisza. Niebo czarne jak węgiel rozświetlone zostało milionami punkcików. Nigdy przedtem nie widzieliśmy takiej kumulacji gwiazd. U nas na Śląsku widać może z 10% z tego co ukazało się naszym oczom tamtej nocy w Macedonii.


Osiągając Debar - najbardziej wysunięty punkt na południe - 19 dnia wyprawy zaczynamy wracać. Teraz z każdym dniem i z każdym kilometrem będziemy teoretycznie bliżej domu.
Albania zaimponowała przede wszystkim wydającymi się nie mieć końca przestrzeniami i nieskazitelną przyrodą. Maraton widoków który zaserwowała nam przyroda zaczął się w tym samym momencie w którym skończył się asfalt. Kamienny odcinek od Peshkopi do Kukes ma niecałe 80km. Zaczynamy się dość solidnie męczyć. Cyferki na liczniku nie chcą przeskakiwać, a za każdym zakrętem pojawia się kolejna góra. Prędkość średnia nie przekracza 10km/h.

Nad widokami aż trudno jest się nie rozwodzić. Nawet nasz wieszcz Mickiewicz mógłby mieć problemy z doborem odpowiednich przymiotników. Pomimo stromych podjazdów, kamienistej faktury podłoża oraz nieprzyzwoicie wysokiej temperatury niestosownym wydawało się być narzekanie na cokolwiek w obliczu maratonu widoków jaki zaserwowała nam natura. Wszystkie nasze myśli pochłaniały okoliczne wzgórza nie pozwalając oderwać od siebie wzroku choćby na moment.


Ludzie tutaj osiągnęli ekstremum życzliwości. Zauważywszy nas potrafią przybiec 500m z pobliskiego domu i stanąć przy drodze żeby tylko popatrzeć, uśmiechnąć się i zamienić choć parę słów. Wszędzie słyszymy trąbienie klaksonów, życzliwe "hello, how are you?" oraz głównie od dzieci mniej życzliwe "Lek, Lek!" (waluta Albańska). Pytając kogoś o drogę trzeba być przygotowanym na to, że nie jest to szybka wymiana informacji typu: "prosto, a na skrzyżowaniu w prawo". Tutaj każdy chce wytłumaczyć bardzo skrupulatnie, jak najlepiej się da, żeby tylko nie wprowadzić w błąd co też czasem przeciąga się w nieskończoność i często musimy ratować się szybkim 'dziękuje' i ewakuacją.

W dalszej części przejechaliśmy przez zróżnicowaną Czarnogórę. Początkowo wzdłuż wybrzeża przez Ulcij i Bar (dla ścisłości jest to nazwa miasta!) i dalej w kierunku zasypanego przez turystów Kotoru. Na północ jedziemy drugim co do głębokości kanionem świata. Kanion rzeki Tary którym to dojechaliśmy pod popularny wśród turystów także z Polski Parku Dumitor. Co zakręt odsłaniały się przed nami kolejne wydające się nie mieć końca przestrzeni. Park swoim majestatem zrobił na nas przytłaczające wrażenie. Mimo licznych przerw na robienie zdjęć bardzo szybko zjeżdżamy w dół i już po chwili przy samym jeziorze Pivsko. Dalsza część trasy do granicy biegnie wzdłuż jego brzegu bez większych podjazdów. Niestety zaraz przy wyjeździe z ostatniego tunelu kończącego długi, przeszło 20 minutowy zjazd stoi policjant obok swojego niebieskiego samochodu i z uśmiechem informuje nas, że droga którą zamierzaliśmy w niedługim czasie dotrzeć do Bośni i Hercegowiny jest zamknięta dla ruchu i jedyny objazd biegnie górą – dokładnie tam gdzie znajdowaliśmy się kilka chwil temu. Morale spadły do niespotykanego wcześniej poziomu. Kiedy już byliśmy przygotowani na najgorsze na ratunek przyszedł nam kierowca niewielkiej ciężarówki który dzięki interwencji policjanta zgodził się podrzucić nas na górę oszczędzając nam mnóstwo czasu i energii. Nie kwestionując umiejętności i znajomości naszego szofera styl jego jazdy był co najmniej nie bezpieczny. Brak barierek i duża przepaść najwyraźniej nie robiły na nim wrażenia i chyba jeszcze bardziej motywowały do dociśnięcia pedału gazu. Tym oto sposobem już niedługo docieramy do granicy.

Będąc już w stolicy kraju – Sarajewie - rozstaję się z chłopakami którzy jadą Prosto do Polski. Ja natomiast dalej Bośnią kierowałem się na Mostar celem zobaczenia sławnego mostu od którego wzięła się nazwa miasta oraz kilku innych atrakcji jak np. wodospadÓW Kravica.

W sumie odwiedziliśmy 11 krajów i właśnie teraz już sam zmierzam do ostatniego, a mianowicie Chorwacji. Najbardziej znanej i najbardziej obleganej. Mimo mojej ogólnej niechęci do turystów wszelakich musiałem się jednak przełamać i przejechać przez kilka centrów turystycznych jak Szybernik i Zadar. Moim głównym celem była wyspa Pag – piąta co do wielkości wyspa Chorwacji. Krajobraz zaczyna się zmieniać. Na horyzoncie pojawiają się majestatyczne góry Velebit będące częścią Alp Dynarskich. Masyw mierzący ponad 1600m wyrasta zaraz przy samym morzu i widziany z wyspy robi niesamowicie przytłaczające wrażenie. Momentami krajobraz przypomina iście księżycową okolicę. Gdzie okiem sięgnąć widać białe kamienie i charakterystyczne dla tego regionu kamienne murki.

Jeszcze kilka dni temu spotkany sakwiarz z Australii ostrzegał, że pogoda ma się zmienić i nadciąga deszcz. Nie chciało mi się wierzyć w to, że po 5 miesięcznej suszy w tych okolicach akurat mnie spotka zaszczyt zakosztowania chorwackiego deszczu. Stało się. Po 7 dniach samotnej jazdy opuszcza mnie szczęście i w niemałych ulewach dojeżdżam do Zagrzebia skąd początkowo miałem zamiar złapać stopa do Polski. Niestety jest to ponad moją cierpliwość i już po 3-4 godzinach stania przy autostradzie stwierdziłem, że lepszym wyborem będzie pociąg. Tym samym już po 2 kolejnych dniach i noclegu na stacji benzynowej w centrum Budapesztu docieram do Katowic tak oto kończąc przygodę…


Jeśli ktoś ciekaw szerszej relacji oraz planów na ten rok to zapraszam na bloga.
http://kolemsietoczy.pl

i stronę na fb.
https://www.facebook.com/blogpodrozniczy

Zdjęcia

ALBANIA / wschód kraju / Kukes / BałkanyALBANIA / wschód kraju / Kukes / JaRUMUNIA / Karpaty / Fogarase / transfogaraska szosaMACEDONIA / wschód kraju / Kukes / Mavrovo

Dodane komentarze

brak komentarzy

Przydatne adresy

Brak adresów do wyświetlenia.

Strefa Globtrotera

Dział Artykuły

Dział Artykuły powstał w celu umożliwienia zarejestrowanym użytkownikom serwisu globtroter.pl publikowania swoich relacji z podróży i pomocy innym podróżnikom w planowaniu wyjazdów.

Uwaga:
za każde dodany artykuł otrzymujesz punkty - przeczytaj o tym.

Jak dodać artykuł?

  1. Zarejestruj się w naszym serwisie - TUTAJ
  2. Dodaj zdjęcia (10 punktów) - TUTAJ
  3. Dodaj artykuł (100 punktów) - TUTAJ
  4. Artykuły są moderowane przez administratora.

Inne Artykuły

X

Serwis Globtroter.pl zapisuje informacje w postaci ciasteczek (ang. cookies). Są one używane w celach reklamowych, statystycznych oraz funkcjonalnych - co pozwala dostosować serwis do potrzeb osób, które odwiedzają go wielokrotnie. Ciateczka mogą też stosować współpracujący z nami reklamodawcy. Czytaj więcej »

Akceptuję Politykę plików cookies

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2001 - 2018 Globtroter.pl